Leaderboard
728x15
Showing posts with label bataliony. Show all posts
Showing posts with label bataliony. Show all posts

Dywizjony.

To już ostatnia porcja wiosennych fotek z Doliny, gdyż podejrzewam, że kolejny raz pojedziemy tam dopiero wczesną jesienią. Niestety, pełnia lata nad Biebrzą, to dosyć nieciekawy czas, zważywszy na lepkie - jak chińska wata cukrowa - upały, nienawidzące ludzi, wszechobecne robactwo oraz prawie całkowitą, przyrodniczą stagnację

       Ale do rzeczy.

       Jak zapewne zauważyliście, solidny odsetek modeli na fotkach poniżej, to … bataliony. Stali Czytelnicy tego bloga zapewne wiedzą, że nie darzę tych ptaków przesadną atencją. Nie oznacza to oczywiście, że każdego dnia życzę im śmierci w męczarniach. Oznacza to tylko tyle, że każdego dnia ich nie lubię. Sam zastanawiałem się wielokrotnie, skąd bierze się we mnie ta, niezrozumiała dla przeciętnego ornitologa i poniekąd także dla mnie, niechęć do tych ptaków. Przecież żaden z nich nie zrobił mi nigdy nic złego. Nic mi nie wiadomo, żeby jakieś bataliony doniosły na moich krewnych i powinowatych świętej inkwizycji, carskiej ochranie lub gestapo. Nie podpaliły mi mieszkania, nie zbrzuchaciły córki, nie sprzedały mi Skody z cofniętym licznikiem i nie skopały mnie w zaułkach goniądzkiego, starego miasta za szalik LKS Promień Mońki.
Oczywiście wiem, że to - w pewnym sensie - wyjątkowe ptaki. Wiem, że podobno (podobno, gdyż niby w jaki sposób to stwierdzono?) nie ma dwóch identycznie ubarwionych samców. Wiem, że odbywają spektakularne (powiedzmy!) toki, a potem lecą setki kilometrów do miejsc, w których samice samotnie zakładają gniazda, bo samce mają to gdzieś. Wiem, że w Polsce znajdują się na granicy wymarcia. Wiem, że znajdują się w logo Biebrzańskiego Parku Narodowego (ale tylko dlatego, że łoś był już niestety zajęty przez Kampinoski PN). Tylko co z tego i kogo to tak naprawdę obchodzi? Czy dzięki tej wiedzy świat stanie się lepszy, a ludzie przestaną ze sobą walczyć, by wszystkie, zaoszczędzone w ten sposób, środki przeznaczyć na ochronę batalionów? Czy znikną kleszcze, politycy, głód, choroby i hipsterzy, bo nie ma dwóch takich samych bekasowatych? Nie wydaje mię się, że zacytuję klasykę.
Co roku tysiące ludzi przyjeżdża nad Biebrzę tylko i wyłącznie dla tych głupich batalionów. Gdy wiosną siedzimy w naszym ukochanym gastropunkcie, czyli w "Barze u Dany" w Rusi nad Narwią, wokół nas nikt nie rozmawia o niczym innym, tylko o nich. Gdzie były widziane ostatnio?! Ile ich było?! Czy tokowały, czy tylko żerowały?! Czy trzeba stawiać budę, czy może wystarczy sama siatka?! Ludzie przyjezdne! Przecież w takich okolicznościach nawet zapeklowana z podlaską miłością i mięciusieńka - niczym kołderki aniołków - golonka potrafi stanąć w gardle lub boleśnie zakłuć w siekacze! Wszakże w Dolinie żyje 278 gatunków ptaków (z czego 191 to gatunki lęgowe), 50 gatunków ssaków i 18 gatunków płazów do kupy z gadami, a Wy ...

OK, już się uspokoiłem i naprawdę nie potrzebuję żadnego zastrzyku!


       Zastanawiacie się zapewne, dlaczego po tym solidnym steku obelżywych inwektyw pod adresem nieszczęsnych batalionów, pokazuję tyle fotek tego, tak bardzo nie kochanego przeze mnie, ptaszydła? No cóż. Wytłumaczenia są dwa. Po pierwsze, kiedy pływaliśmy o świcie po rzece i rozlewiskach, bataliony zdecydowanie dominowały wśród wodno-błotnych i opierzonych. Po drugie zaś musicie wiedzieć, że fotografia przyrodnicza to ciężka, przewlekła i zła choroba. Zainfekowany nią człowiek-jużnieczłowiek, tysiące razy przysięga sobie, najbliższym i oczywiście Pani Przyrodzie też, że np. już nigdy nie pstryknie sarenki, gdyż milion jej wizerunków zapycha kolejny dysk. I co? I nico, czyli jajco! Wystarczy, że podczas standardowego wyjścia na jelenie spośród traw wytchnie mało przystojny łeb jakiegoś karłowatego koziołka-pośmiewiska łąki i natychmiast nasz schorowany mózg nakazuje wskazującemu palcowi (palcu?) wduszać przycisk migawki do oporu lub do czasu opamiętania się. 

       I właśnie dokładnie tak samo było w przypadku tych ... dywizjonów.







Samce cyranki.











Rokitniczka


Rybitwa czarna



Rybitwa białowąsa



Rybitwa białowąsa


Rokitniczka










Rybitwy białoskrzydłe

I jeszcze kilka widoczków z rzeki.








Sucho.


        W ostatnim poście napisałem o swoim lekkim rozczarowaniu Doliną Biebrzy. Wbrew pozorom, to nie moje kolejne marudzenie, ale smętne stwierdzenie faktów. Znam Biebrzę od zawsze i po prostu dziwnie się czułem, gdy siedząc w kurzu na grobli prowadzącej na Biały Grąd nie mogłem dostrzec, ani jednego ptaka. Jeżeli macie chwilę, to zajrzyjcie do moich ubiegłorocznych postów z kwietnia i maja. Zobaczycie w nich kszyki, rybitwy białoskrzydłe, krwawodzioby, rokitniczki, żurawie itp. W tym roku tego nie było. To znaczy było, ale nie tam gdzie zawsze i w zdecydowanie mniejszej liczbie. Moje ulubione rycyki widziałem jedynie z daleka w miejscu, w którym do Biebrzy wpada rów melioracyjny, który jeszcze w XIX wieku był rzeczką Klimaszewnicą. 
      To, że część naszych ulubionych miejsc powoli zamienia się w pustynię jest wypadkową kilku czynników. Na pewno najważniejszą, negatywną rolę odegrały prace inżynieryjno-hydrograficzne i melioracyjne z przeszłości, zmiany klimatu oraz obserwowane obecnie udrażnianie urządzeń odwadniających.
        Prace nad pozbyciem się bagien rozpoczęto w połowie XIX w., tworząc sieć kanałów (Rudzki, Woznawiejski, Kapicki, Łęg) i rowów odwadniających. Moczary postrzegano wtedy, jako coś kompletnie bezużytecznego. W 1861 roku w Gazecie Rolniczej ukazał się artykuł, w którym można było przeczytać, że „Kto wie, jakby długo jeszcze gniły by ogromne obszary (…), gdyby nie wypadki naturalne wywołujące roboty kanałowe w widokach dania możliwości zarobkowania ubogiej ludności dotkniętej klęską nieurodzaju”. Te „wypadki” to wspomniany nieurodzaj zbóż oraz przywleczona ze Stanów Zjednoczonych zaraza ziemniaczana. Jednym słowem postanowiono więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Dać pracę ludziom, którzy ucierpieli na skutek kryzysu i oraz pozyskać dodatkowe areały do rolniczego i leśnego wykorzystania.
      Melioracje trwały od 1844 do 1856 roku. Ich efektem było wykopanie 12,2 tys. prętów (pręt = ok. 4,3 m) kanałów i usypanie 135 prętów grobli. Pozwoliło to na osuszenie 67,5 tys. morgów (ponad 37 tys. ha) bagien, co „dochód uczynił blisko 18 000 rs. rocznie od przestrzeni w większej części przedtem nieużytecznej zupełnie”.
      XX wiek, to kontynuacja osuszania. We wspominanym już kiedyś przeze mnie Regjonie Białostockim z 1934 roku, napisano: „grądy i trzęsawiska ulegają dzięki Bogu, likwidacji”, zaś w Przeglądzie Łomżyńskim (z tego samego roku) zamieszczono następujący tekst: … sprawa osuszania wielkich obszarów łąk p.n. „Kuwasy” (…) czekała na siebie długie lata. Dopiero w roku 1933 przystąpiono do realizacji tej sprawy i już w r.b. gmina może wykazać się znacznym dorobkiem efektywnej pracy (…) posiadając przeszło 11 gotowych kanałów odwadniających” (tak swoją drogą, owe Kuwasy, to miejsce gdzie spędziłem pierwszych 17 lat swojego życia).
       Chłopi zatrudnieni przy budowie systemów odwadniających robili to w ramach tzw. szarwarku, czyli przymusowych robót publicznych. Co ciekawe, pomimo że zawsze krytykowali taką formę spędzania wolnego czasu, tym razem, widząc korzyści także dla siebie „zupełnie inne mają wyobrażenie o doniosłości szarwarku”.
        Po wojnie w dalszym ciągu dążono do osuszenia pozostałości mokradeł. Wykopano wtedy m.in. Kanał Kuwaski łączący jezioro Rajgrodzkie z Kanałem Rudzkim (wraz z całą siecią pomniejszych rowów melioracyjnych). Klikając na link możecie zobaczyć, poświęcony temu wydarzeniu, fragment kroniki filmowej http://www.bing.com/?q=pl/node/7598. Na szczęście nie zrealizowano wszystkiego, co zaplanowano. Zaważyły na tym dwie kwestie. Po pierwsze były to starania przyrodników: prof. Stanisława Tołpy, prof. Andrzeja Dyrcza i przede wszystkim prof. Adama Pałczyńskiego, którzy dostrzegali i rozumieli wyjątkowość Doliny Biebrzy. Ważne okazały się również kwestie techniczne i ekonomiczne. Całkowite zmeliorowanie Doliny było zbyt trudne i drogie, dlatego skoncentrowano się na sąsiedniej Dolinie Narwi (w ten sposób osuszono m.in.  Bagno Wizna).
      Obecnie nie powstają nowe kanały i rowy, a w Dolinie prowadzane są zabiegi renaturyzacyjne na obszarze: Kanał Rudzki - rzeka Ełk - rzeka Jegrznia -  Kanał Woznawiejski (ich efektów, przynajmniej na razie, jakoś nie widać). Nie oznacza to jednak, że widmo melioracji przestało krążyć nad pozostałościami moczarów. Udrażnianie starych rowów melioracyjnych powoduje, że ponownie znikają cenne, pod względem przyrodniczym, obszary. Tak stało się na przykład w okolicach Grądów-Woniecko, gdzie jeszcze do 2013 r. istniała tzw. batalionowa droga. Teraz nie ma tam wody i nie ma tam batalionów.
        A już chyba swoistym chichotem jest to, że kiedy tak siedziałem w tym kurzu, przypomniałem sobie, że rok 2016 obwołano "Rokiem Mokradeł" w Biebrzańskim Parku Narodowym.

PS. Mam jeszcze nadzieję, że to co dzieje się teraz nad Biebrzą, to jednak naturalna kolej rzeczy. Mój Ojciec, który przyjechał do Doliny w 1956 roku i spędził tam 30 lat, opowiadał mi, że takie suche lata zdarzały się już wcześniej. Może więc rzeczywiście ta susza, to tylko przejściowe zjawisko przyrodnicze i woda kiedyś wróci, a razem z nią - ptaki.

























      

Leaderboard