Gdyby zapytać kogokolwiek o rykowisko - wskaże na las. Tyle tylko, że las nie jest naszym żywiołem. Być może wynika to z faktu wychowania na rozległych, bagiennych przestrzeniach Narwi i Biebrzy, a być może przyczyna jest jeszcze inna (mchofobia?).
Ale o tym, może kiedy indziej.
Faktem jednak jest, że mamy jesień, byki są, ryczą, aszą się, mizdrzą się, kuszą i przywabiają. Na szczęście znaleźliśmy miejsce, w którym stworzenia z rodzaju płowych nie siedzą w zadrzewieniach (a przynajmniej nie wszystkie), tylko penetrują łąko-stepy, które są - z definicji - otwarte.
Nie o to jednak mi chodzi.
Czas przedświtu, czas brzasku, to szczególny czas. To taka wczesnoporanna randka z Panią Przyrodą, ale ...
Blisko, ale ten post jest jednak o czymś trochę innym!
To może mleczne mgły i niewidoczne zwierzęta? Temat fajny, tyle tylko, że ...
O tym również ten post nie do końca traktuje.
Więc, o czym tak naprawdę, jest ten tekst?
Tak naprawdę o niczym szczególnym. Może tylko o tym, że w tym - konkretnym przypadku - nie mam wątpliwości, że warto wstać w środku nocy. Że warto pojechać i posłuchać. Że każdy taki pobyt tam, to swego rodzaju niespodzianka. Że zdjęcia są nieistotne. Bo ważne jest samo przebywanie.
I o tym właśnie jest ten post.


















