Leaderboard
728x15

Zemsta pieczona.

Large Rectangle
Tym razem celem wyjazdu na Podlasie były - li i jedynie - arktyczne gęsi. Niestety od dwóch lat nie ma ich na wczesnowiosennej Warmii, gdyż (kiedyś już o tym wspominałem) unijne dopłaty wymiotły oziminy i kukurydzę, a soja, facelia i ostropest raczej tych ptaków nie interesują. Z żalem obserwowaliśmy zatem klucze ciągnące na wschód i obiecywaliśmy sobie, że gdy wreszcie uda nam się pojechać nad Biebrzę, to hoho, a - kto wie - może nawet i hohoho!
Do granicy Doliny dotarliśmy późnym popołudniem (choć nie można kategorycznie wykluczyć, że był to wczesny wieczór) i od razu skierowaliśmy się na drogę, przy której zawsze, ale to zawsze, żerowały niezliczone stada gęsi zbożowych i białoczelnych poprzetykane lokalnymi gęgawami, a czasem, gdy los połaskawił, i zabłąkanymi berniklami. Tak miało być i tym razem, zatem sprzęt osiadł na kolanach i pohejdowaliśmy ku gęsinie.
Już po pierwszych dwóch kilometrach dotarło do nas, że coś tu nie gra. Oziminy czarowały zielenią, jak baltonowski chleb pleśnią, spośród źdźbeł pożółkłej trawy wychylały łby pierwsze, tegoroczne łodyżki perzu, ale gęsi … nie było! Co jakiś czas na horyzoncie majaczyły soczyste klucze wyżej wymienionych, ale na ziemi gęsi … nie było! Przemierzaliśmy kolejne kilometry, co jakiś czas napotykając, a to na bocianka, a to żurawka, ale gęsi … kur ... nie było!
Przejechaliśmy całą trasę, a tych przeklętych ptaków, jak nie było, tak nie było! Przyleciało już chyba wszystko, co miało przylecieć: czajki, kszyki. rycyki, krawodzioby, kuliki wielkie, a gęsi … oczywiście nie było! Były białe czaple, moczarowe żaby (co to je niebieskim zwą), cyranki, cyraneczki, świstuny i ostroogoniaste rożeńce. Były nawet te głupie bataliony, które - bez konsultacji z kimkolwiek - umieszczono w logo Parku, ale gęsi … nie było!
Spotkani na szlaku Małgosia i Krzysiek Pawelczykowie poinformowali nas, że przeszukali tereny w górze rzeki i gęsi … też tam nie było!
Szukaliśmy tych cholernych ptaszydeł dwa i pół dnia. W końcu dopadliśmy jedno stado, ale były tak daleko, że fotki nie nadają się nawet do pokazania ślepej kurze.

Podczas powrotu do Olsztyna przez głowę przelatywały mi tysiące myśli, czyli konkretnie - trzy. Każdego roku nad Biebrzą spotykaliśmy setki gęsi, a tym razem mamy obejść się niesmakiem?! Czekamy na nie przez tyle miesięcy i nic?! Przemierzamy setki kilometrów, żeby oglądać puste pola?! Niedoczekanie! Znam przecież miejsce, gdzie gęsi są i to przez cały rok. To miejsce nazywa się wielkopowierzchniowa zamrażarka w takimże sklepie. I – choćbyście starali się mnie odwieść od tego z całych sił - tam właśnie skieruję swe kroki w najbliższym czasie! 
       Podobno zemsta najlepiej smakuje na zimno, ale zapewniam Was, że moja będzie wyborną również na gorąco! 

PS. Do niedzielnego popołudnia i nie będziemy mieli dostępu do sieci, więc z góry przepraszam za brak odpowiedzi na ewentualne komentarze.


















Banner