Za nami kolejne świty spędzone wśród jeleniowatych. Co prawda byki odeszły niedawno precz, ale jak widać na poniższych fotkogramach, wierne łanie pozostały na potencjalnej, prokreacyjnej arenie.
W tym poście postanowiłem po raz kolejny uchylić rąbka tajemnicy i napisać w jaki sposób powstają nasze zdjęcia, a przede wszystkim, jakie stosujemy metody, techniki, sztuczki, triki, przekręty i wałki. Mam nadzieję, że dzięki temu, sami będziecie mogli ruszyć śmiało ku Pani Przyrodzie i ucieszyć oczy tym, czym cieszymy nasze my.
Lekcja pierwsza. Zapach vs. powonienie.
Jak zapewne pamiętacie z lekcji lub wykładów z biologii, znakomita większość zwierząt ssących charakteryzuje się relatywnie (trudne słowo!) słabym wzrokiem i genialnym wręcz powonieniem. Dlatego też niezwykle istotnym jest, aby fotograf, który pragnie uwieczniać owe stworzenia na matrycy aparatu, wydzielał woń perfekcyjnie zbliżoną do naturalnych zapachów siedliska, po którym się porusza. Nie zawsze jest to proste, ale nie jest też niemożliwe. Żebyście jednak nie musieli wyłamywać otwartych drzwi namiotu, podpowiem Wam, jak robimy to my, czyli ... my.
I tak zatem, planując wypad w ekosystemy leśne, powinniście (poczynając od zimy) systematycznie nacierać całe ciało ekstraktem z igliwia i hub oraz padliną parzystokopytnych preferujących siedliska borowe. Marzy Wam się fotografowanie na moczarach? Pomogą Wam kąpiele w szlamie, zraszanie pachwin preparatem z turzycy, żucie kłączy tataraku i/lub pędów brzozy niskiej. Preferujecie pustynie? Piach, piach i jeszcze raz piach. Małą ojczyzną są Wam jeziora i stawy? Rzęsa, grążele i wszystko, co ma związek z kormoranami. Kochacie polskie morze? Ejakulat płastugi, stary olej i sinice. Wielbicie Tatry? Szafran pod pachy, lanolina we włosy, bundz gdziekolwiek. Mazowsze? Obornik, spiż i wierzby. Wielkopolska? Sok z sadzeniaków, piżmo susła i serdel z musztardą. Ziemia łódzka? Wyłącznie pot włókniarki. Podlasie? Zacier z żyta, mazidło do kół i frukta. Warmia? Świętość i piwo!
Tak jest. Na Warmii tylko i wyłącznie piwo, gdyż świętość pomijam, jako mało istotną w interesującej nas kwestii. Zdziwieni? Tak też pomyślałem. Tymczasem jest to bajecznie proste i czarownie logiczne. Pomyślcie sami! Jakich składników używa się do warzenia piwa, ale takiego piwa-piwa, a nie tych piwopodobnych wynalazków dla hipsterów i hipsteroidalnych napływowych? Oczywiście wody, drożdży, chmielu i ję ...? Jakiego języka?! Jęczmienia!! A w wyzłoconych łanach jakiej rośliny uprawnej najczęściej spotykamy jeleniowate na Warmii? Otóż właśnie!
Ponieważ jednak nie pozjadałem wszystkich mózgów (na razie, gdyż kulinarnie ciągle się rozwijam), ciekaw jestem, jakie są Wasze sposoby na wonne wtapianie się w otoczenie. Najciekawszy wpis zostanie uhonorowany nagrodą w postaci torby oryginalnego, helskiego piachu oraz misternie zdobionego flakonika wypełnionego płastużym ejakulatem.



















