Leaderboard
728x15
Showing posts with label Ełk. Show all posts
Showing posts with label Ełk. Show all posts

Raz, dwa, trzy! Baba Jaga patrzy!

Jak mawiają na przedmieściach Goniądza, mokradła bywają tajemnicze. I tak właśnie było podczas jednego z naszych, ubiegłorocznych wyjazdów w Dolinę. Nie pisałem dotąd o tym zdarzeniu, gdyż prawdopodobnie mój mózg wyparł skutecznie je na tak długo, jak to było możliwe, a poza tym nie było się czym chwalić.
Nigdy nie nocowaliśmy w tym miejscu, bo niby i po co? Ot grądzik, jakich wiele w okolicy, której specjalnie nie cenię, gdyż krajobrazowo jest nudna, jak dwunastnica w oliwie z ostatniego tłoczenia. Teren ten obfituje jednak w łosie i w wilki, więc zaglądamy tam od czasu do czasu, ale zawsze tylko na chwilę.
Nie pamiętam już, co spowodowało, że postanowiliśmy spędzić noc akurat na tej mineralnej wysepce, wykwitłej pośród przedwcześnie zmurszałych łąk? Zapewne chodziło nam o to, żeby być tam o świcie bez robienia zbędnego zamieszania na co pozwala stworzona (nie chwaląc się) przeze mnie - i znana już Wam zapewne - filozofia karslipingu.
Tak, czy siak dotarliśmy w to miejsce późnym popołudniem, a właściwie – żeby być precyzyjnym - wczesnym przedwieczorem. W trymiga przygotowaliśmy barłóg w bagażniku i zajęliśmy się prozaicznymi, biwakowymi zajęciami. To znaczy ja zająłem się powyższymi, a Iwona powędrowała hen ku przyrodzie, by uwiecznić na matrycy kres dnia, gdyż moja żona – nie wiedzieć czemu – ukochała sobie akurat tę porę doby.
Gros prozaicznych, biwakowych czynności, o których napisałem, to przede wszystkim rozpalenie ognisko-kuchni oraz przygotowanie koktajlu na bazie lokalnego destylatu (przepis poniżej), przy czym kolejność zdarzeń bywa czasem odwrotna.


***

Składniki koktajlu:

Lokalny destylat
Świeża kolendra
Dojrzała limonka
Mięta biebrzańska
Wiosenny sok z młodej brzozy
Lód
Kieliszek

Sposób przyrządzenia koktajlu:


Wyrzuć precz kolendrę, limonkę, miętę, wiosenny sok oraz lód. Weź butelkę z lokalnym destylatem, wstrząśnij umiarkowanie energicznie, wlej do kieliszka i wypij tyle, ile uważasz za stosowne w danej chwili i w danym miejscu (praktyczna porada: zamiast kieliszka, możesz użyć termokubasa).


***

Wracam jednak do opisywanego zdarzenia. Zajmując się wszystkimi opisywanymi czynnościami, cały czas miałem nieodparte wrażenie, że nie jestem sam. Odczucie to było na tyle silne, że obszedłem cały grądzik, ale nikogo i niczego nie spotkałem. Wróciłem więc do polowego drinkbaru i ponownie odniosłem wrażenie, że cały czas jestem obserwowany i to w sposób - o ile można to w taki sposób określić - mało przyjazny. Pomyślałem jednak, że to prawdopodobnie skutek przemęczenia i muszę to po prostu zignorować. 
I zapewne spróbowałbym to zrobić, gdyby nie to, że chwilę później do obozowiska powróciła dziwnie poddenerwowana Iwona z informacją, że podczas wędrówki po okolicznych łąkach, cały czas wydawało jej się, że ... jest śledzona. 
Nigdy, nawet w najgłębszych praczasach, nie czułem się źle w przyrodzie. Nigdy też, podczas naszych wyjazdów, nie zdarzyło nam się porzucić miejsca, które wcześniej upatrzyliśmy sobie na nocleg. Tym razem tak się jednak stało i szczerze mówiąc podjęcie decyzji o zmianie lokalizacji nie zajęło nam zbyt wiele czasu. 
Do dziś nie wiem, co się tak na prawdę wydarzyło się na opisywanym grądziku. Faktem jest natomiast, że całkowicie niezależnie od siebie wyczuliśmy obecność czegoś, czemu ewidentnie przeszkadzaliśmy. Po powrocie do Olsztyna zacząłem szukać informacji na temat tego miejsca, ale niczego sensownego nie znalazłem, poza tym, że podczas wojny w tym miejscu znajdował się niemiecki posterunek. 
Być może była to, swego rodzaju, partnerska halucynacja wywołana wyjątkowo męczącym dniem, a być może mieszkańcy Goniądza wiedzą coś, czego nie wiemy my.

PS. Nie zaszkodzi podczas czytania: 
https://www.youtube.com/watch?v=AEA4jGx3UVk














Inwazja zabójczych kleszczy 2.

       Każdemu, kto ma jakikolwiek kontakt z mediami, zapewne nie uszedł uwagi fakt, że bohaterem ostatnich dni jest bezsprzecznie kleszcz. Ten, przesympatyczny skądinąd, pajęczak zawojował wszystko: telewizję, radio, prasę, internet i poczekalnie w przychodniach zdrowia. Stał się ważniejszy, niż konstytucja, abonament RTV, Opole oraz uchodźcy i wbrew pozorom nie są to jedynie moje rojenia wywołane zbyt długim przebywaniem na słońcu, ale fakt z gatunków sprawdzalnych.
       Oczywiście kleszcze bywają niebezpieczne, ale gdybyśmy zawierzyli jedynie informacjom płynącym do nas z mediów, szybko doszlibyśmy do przekonania, że to, że jeszcze żyjemy jest wyłącznie kwestią niewiarygodnego szczęścia lub absolutnego przypadku. Dowody? Proszę bardzo.
       Po pierwsze, zdaniem opiniotwórców, kleszcze nie czyhają wyłącznie na leśników, myśliwych, fotografów przyrody i młode, jurne pary mieszkające w M1 z trójką dzieci, teściową i narzeczonym tejże, czyli tzw. wujkiem. Kleszcze zagięły parol na nas wszystkich bez wyjątku i nie ma znaczenia, że ktoś mieszka w tzw. betonowej dżungli, a las omija szerokim łukiem. Wystarczy bowiem, że w Waszym mieście, ostało się choć ćwierć trawnika i już możecie zacząć analizować aktualne ceny na rynku pochówków.
       Po drugie. Kleszcze to nie tylko Podlasie, Warmia i Mazury. Każdy telewizor i każda gazeta powie Wam, że bestie opanowały już prawie cały kraj, więc wyprowadzka pod osłoną nocy do takiego np. Szczecina kompletnie nic Wam nie da, choć może odwlec zgon o kilka tygodni.
       Po trzecie, odzież. Zdaniem redaktorów, nie ma żadnego znaczenia to, że wychodząc z psem na wspomniany ekstrawniczek, założycie długie spodnie, bluzę z rękawami, wodery i czepek pływacki. Kleszcz z uwagi na niewielkie gabaryty wciśnie się w każdą szczelinkę tkaniny, ukąsi i zabije. Chcąc zatem przedłużyć wegetację, należy zastanowić się nad zakupem specjalnego kombinezonu antykleszczowego lub - co szczególnie polecam - skafandra nurka głębinowego. Nie należy wstydzić się tego stroju, gdyż nie tylko Wy oglądacie telewizję i zapewne większość Waszych sąsiadów, będzie wyglądała podobnie.
       Po czwarte, repelenty. Teoretycznie pomagają, ale jedynie gdy użyjecie ich w ilościach hurtowych, czyli żadne tam psik psik! Zdaniem tzw. fachowców, należy wlać kilkadziesiąt wiader preparatu do wanny, zanurzyć się całkowicie i pozostać tak przez dobę. Po wyjściu nie należy się wycierać, tylko od razu założyć skafander i - w dalszym ciągu zachowując daleko idącą ostrożność - można już wyjść np. na balkon.
       Oczywiście może się zdarzyć, że trafiliście na nadkleszcza-spryciulę, który poradził sobie z zabezpieczeniami i jednak Was dopadł. Pamiętajcie, że to - mimo wszystko - jeszcze nie koniec i nie musicie pospiesznie spisywać testamentu, choć oczywiście nie zawadzi tego zrobić. Najlepiej w takim wypadku bezzwłocznie udać się do szpitala, gdzie zdalnie sterowany robot chirurgiczny, pajęczaka usunie. 
       OK. Starczy już tego straszenia odkleszczowym końcem rodzaju ludzkiego. Tak, jak napisałem, kleszcze bywają niebezpieczne i należy się ich wystrzegać. Wbrew jednak temu, co wciskają nam niektóre media, wystarczy trzymać się kilku, podstawowych zasad i kłopot z głowy. 

PS. Zainteresowanym wspomnianymi zasadami, polecam krótki filmik autorstwa Kolegi Makromana:

PS.2. Poniżej zdjęcia kleszczy w ich naturalnym środowisku.































Przyrodnicze szlaki Historii.

       Kiedy podczas ostatniego pobytu w Dolinie przeczesywaliśmy pewne jej fragmenty w poszukiwaniu łosi, natrafiliśmy na, ledwo już widoczne, pozostałości okopów z okresu II Wojny Światowej. Przypomniało mi to czasy, kiedy jeszcze mieszkałem w Biebrzy, a Ojciec przywoził mi czasem zardzewiałe łuski i inne, wojenne artefakty, znajdowane w trakcie wyjazdów terenowych. Kiedy sam zacząłem zapuszczać się w głąb Doliny, znajdowałem je i ja. Było ich oczywiście o wiele mniej, gdyż część padła zapewne łupem zbieraczy, resztę zaś pochłonęła przyroda. Te, nieliczne znaleziska pobudzały jednak wyobraźnię i zachęcały do poszukiwania informacji, zwłaszcza na temat działającej na tym terenie partyzantki. Wtedy nie było to jednak takie proste. Na przełomie lat `80 i `90 rzetelne publikacje dotyczące Armii Krajowej (która dominowała na tym terenie) były niedostępne, a przynajmniej dla mnie. Dopiero po wielu latach dotarłem do książek-pamiętników ludzi, którzy walczyli w szeregach 9 Pułku Strzelców Konnych Armii Krajowej i którzy w 1944 r. brali udział w walce stoczonej na Osowych Grzędach (największej bitwie partyzanckiej na Białostocczyźnie).
       Wspominam o tym wszystkim z jednego, ważnego dla mnie powodu. Od zawsze interesuję się II Wojną Światową, więc zgromadziłem solidny zbiór książek poświęconych temu tematowi. Problem jednak w tym, że większość miejsc, o których czytam, to dla mnie tylko nazwy. Nigdy nie byłem w Normandii i pod Monte Casino. Nie odwiedziłem Wołgogradu-Stalingradu, Tobruku i Ardenów. Ba! Nie byłem nawet na Westerplatte!
       W Dolinie jest jednak inaczej. Gdy czytam wspomnienia byłych partyzantów, napotykam na bardzo dobrze znane mi nazwy miejscowości, rzek, kanałów, lasów i uroczysk. Gdy ruszamy w teren, często wykorzystujemy te same szlaki, po których poruszali się żołnierze AK. Ząb czasu obszedł się z tym obszarem dosyć łagodnie, więc dzisiejszy krajobraz jest prawie taki sam, jak ten z 1944 r. Płyną te same rzeki, rolnicy wykaszają te same łąki i jeżdżą po drzewo w te same brzeziny, do których jeździli ich dziadkowie. Przemierzanie tych terenów, to nie tylko obcowanie z przyrodą, ale również z historią. Niezwykle ciekawą i ważną historią, która - nad czym ubolewam - interesuje tylko nielicznych. 
       W Biebrzańskim Parku Narodowym trasy turystyczne nie mają nazw. Można by jednak zrobić wyjątek i obecny, czerwony szlak biegnący wzdłuż Ełku nazwać Szlakiem Żołnierzy 9 Pułku Strzelców Konnych Armii Krajowej, żeby uświadomić przyjezdnym, ale również nowej generacji miejscowych, że Biebrza, to nie tylko ptaki, łosie i stara, carska twierdza.


PS. Nie chciałem w poście streszczać historii 9 PSK AK i innych oddziałów walczących w Dolinie, bo nie zasługują na jakieś tam streszczenie, a poza tym nie starczyłoby mi miejsca. Zachęcam jednak do poczytania. Trochę informacji można znaleźć w internecie. ale kopalnią wiedzy  są dwie książki: Jana Orzechowskiego „Aby pamięć nie zginęła” i Władysława Świackiego „Pamiętnik przechowany w beczce”.












Leaderboard