Leaderboard
728x15
Showing posts with label cranes. Show all posts
Showing posts with label cranes. Show all posts

Dziś prawdziwej dziczy już nie ma.

Dzicz … ileż tajemnicy, ileż potencjalnych przeżyć, ileż uniesień i wzruszeń kryje to słowo? Ileż szaleństw i ileż przyrodniczych podniet mieści się w tym prostym, jak przejazd przez rondo, wyrazie! Dzicz, to duszy prałowcy łkanie, to starooczu zwilgotnienie, to sen piękny, to wizja przecudna, to ostateczna przystań pustelnika wreszcie.
No dobrze! Powzruszaliśmy się, poszaleliśmy, połkaliśmy i wystarczy! Czym zatem jest owa dzicz, gdy precz odrzuciwszy grafomańskie zapędy, skupimy się na mędrca szkiełku, oku i stałym łączu? Zacznijmy i ... skończmy zarazem na Słowniku Języka Polskiego PWN, który oferuje kilka definicji dziczy, ale w tym poście ograniczę się do dwóch:

Dzicz zatem, to „dzika zwierzyna”.

i/oraz Dziczą jest:

„teren nieuprawiany, pozostający w stanie pierwotnym”.

       Pozostawmy w spokoju definicję pierwszą i skupmy się tej drugiej zwłaszcza w kontekście naszego, ostatniego wyjazdu nad Biebrzę (zdjęcia wkrótce).


Czytam czasem to tu, czasem czytam to tam, to znów czytam ówdzie o tym, że Dolina to nieujarzmiona przyroda, przestrzenie, pustać i właśnie wspomniana - dzicz. Czytam i coraz częściej odnoszę wrażenie, że ta znana mi od dekad Dolina, to chyba jednak inne miejsce, niż to coś opiewane na łamach niektórych blogów i ckliwych artykułów przypominających wpisy z sekretnych sztambuczków chutliwych uczennic szkół o profilu rzeźnik-hostessa. Gdyby opierać się wyłącznie na tego typu źródłach, można by odnieść wrażenie, że czas nad Biebrzą zatrzymał się gdzieś tak w połowie XIX wieku. Że to ciągle jeszcze ten sam, dziewiczy krajobraz, którym zachwycał się Gloger podczas swojej eksploracji polskich rzek. Że to dalej Kraina, w której ludzie w niewysłowionym trudzie wydzierają dziczy niewielkie skrawki, by na - w ten sposób pozyskanych - lichych poletkach uprawiać ziemniaki, groch, żyto i konopie. Że w dalszym ciągu żywi ich rzeka, turzycowisko i las. Że ...
       Oczywiście nad Biebrzą można znaleźć miejsca, które wydają się być nietknięte ludzką stopą, ale jest ich coraz mniej i są raczej wyjątkiem, aniżeli regułą. Prawda jest taka, że Dolina, to rolniczy region, który - pod tym względem -w niczym nie ustępuje innym, tego typu miejscom na mapie Polski. Oczywiście, przed wejściem Polski do Unii Europejskiej Dolina wyglądała inaczej. Miejscowi rolnicy gospodarowali tylko tam, gdzie było najłatwiej dotrzeć i gdzie oprócz niejadalnego zielska rosły rośliny, które można było wykorzystać jako paszę dla bydła. Po 2004 roku zmieniło się prawie wszystko. Nadbiebrzanie poczuli zew dopłat, tak jak wcześniej Hiszpanie, Grecy i Włosi. Nagle przypomnieli sobie o działkach, które znali li tylko z rodzinnych przekazów i śpiewanych podczas jesiennego palenia łętów, smętnych podlaskich dumek. Chwilę później odnaleźli pożółkłe mapy i zaczęli kosić zapomniane zakątki ojcowizny, by poczuć krwisty smak euro na świeżo założonych kontach. Żeby było jasne! Na ich miejscu zrobiłbym dokładnie to samo, gdyż tylko głupiec nie skorzystał by z takiej okazji (chyba, że ma inne źródło dochodu i może sobie pozwolić na kuchenne smędzenie o tradycji i takich tam, idealistycznych pierdołach). Dopłaty zmieniły jednak biebrzański krajobraz i to diametralnie. Zniknęły całe dziesiątki hektarów chłopskich nieużytków, podobnie jak zniknęły zdziczałe grunty będące własnością Skarbu Państwa. Na tych pierwszych pojawiły się wyspecjalizowane maszyny do zbioru zielonki, a na tymi drugimi swoją, wszechobecną opiekę, roztoczyły ratraki.
       Powiedzmy to sobie szczerze. Dolina Biebrzy była dziczą, ale już nią nie jest. Nie oznacza to jednak, że bezpowrotnie zniknęła jej magia. Ona jest, trwa i dalej oferuje to, czego próżno szukać gdzie indziej. Łosie na intensywnie uprawianych użytkach zielonych i wilki przemierzające, dopiero co opuszczone przez traktory i domorosłych pilarzy, śródwierzbowe polanki, w dalszym ciągu pozostają tymi samymi łosiami i tymi samymi wilkami. Dlatego nie twórzmy kolejnych mitów, tylko zaakceptujmy, że tak właśnie jest, jak jest. Przestańmy powielać klechdy o starożytnym Podlasiu, jak o jakiejś Nibylandii. Czy to się komuś podoba, czy nie Biebrza wkroczyła w XXI wiek, tak, jak inne regiony i nikt i nic już tego nie zatrzyma. 
       A jeżeli komuś to nie w smak, to niech wyjedzie do Sopotu, gdyż jak ostatnio przeczytałem, w 2050 roku będzie prawdopodobnie na wpół wyludniony.

PS. Tymczasem na fotkach ostatnie, tegoroczne, warmińskie żurawie.




























I w końcu odleciały.


Zakopanie.



Wiosna, to tradycyjny czas zakopania. Nie, to nie jest błąd. Chodzi mi właśnie o ZAKOPANIE.
Naszą przygodę z profesjonalnym zakopywaniem się samochodem, zaczęliśmy stosunkowo niedawno, a nie - jak większość – w wieku określanym, jako juniorski. Szybko okazało się jednak, że mamy do tego szczególny talent, więc na pierwsze sukcesy (i, jak się później okazało, niestety także porażki) nie musieliśmy czekać zbyt długo.
Nasze, pierwsze, skuteczne zakopanie miało miejsce w 2014 r. w Dolinie Biebrzy, gdzie ugrzęźliśmy … dwieście metrów od wsi i dwadzieścia centymetrów od grobli, która wiedzie na grąd zwany Białym. Wyglądało to tak niewinnie i niedorzecznie, że mijający nas wieczorem ostatni ptasiarze i pierwsi kłusownicy, byli przekonani, że nic się nie wydarzyło, a my przystanęliśmy na chwilę na poboczu, by wchłonąć resztki przedwiosennego wieczoru. Tak, czy siak, to właśnie wtedy dotarło do nas, że z fotografią przyrodniczą może być różnie, ale w zakopywaniu się - możemy osiągnąć szczyty.
Niestety - jak to bywa w sporcie - po pierwszym, debiutanckim sukcesie nastąpiło tąpnięcie formy i na kolejne zakopanie musieliśmy zaczekać ponad pół roku. Było jednak warto, gdyż po wspomnianych, chudych miesiącach, nadeszły te tłuste. Wiosną 2015 roku wjechaliśmy w Dolinę i … od razu sukces! Niewinnie wyglądające koleiny w bagiennym lesie, pozwoliły nam odbudować się psychicznie i uwierzyć, że to jeszcze nie koniec naszej kariery. Potem było kilka pomniejszych osiągnięć na Warmii, choć to trochę inna odmiana uprawianej przez nas dyscypliny, gdyż nad Biebrzą startujemy zwykle w kategorii „TORF”, a tu, z braku takowego, – w kategorii „GLINA”. Muszę przyznać, że rok 2015, to był w ogóle szczególnie udany rok, gdyż dzięki naszemu uporowi, odpowiednio dobranemu kompletowi opon oraz huraganowi Ksawery, skompletowaliśmy tzw. „Wielkiego Szlema Zakopań”, czyli do torfu i gliny dorzuciliśmy śnieg, a wszystko to dzięki grudniowej wyprawie na żubry!
Rok 2016, miał być - co zgodnie twierdzili wszyscy eksperci - bezsprzecznie naszym rokiem, jednak nie do końca przemyślany zakup nowych opon oraz susza, spowodowały, że nadzieje okazały się płonnymi i choć w „GLINIE” cały czas plasowaliśmy się w ścisłej czołówce, ewidentnie zabrakło nam tego czegoś. No cóż. Koło fortuny zatrzymało się w niekorzystnym dla nas położeniu i ten rok zakończyliśmy tylko z jednym, a i to tylko częściowym wpakowaniem się w zaspę.
Taka fartowna sinusoida niejednego doprowadziłaby do pogłębionej frustracji lub nawet do zakończenia kariery. My jednak zawsze wierzyliśmy w swoją szczęśliwą, torfowo-gliniastą gwiazdę i ta wiara po raz kolejny zaprowadziła nas na najwyższe miejsce na podium. Trzy tygodnie temu pojechaliśmy na żurawie i … tak, zgadliście ! Zakopaliśmy się!!!! Mało tego! Po raz pierwszy w historii naszych startów (i prawdopodobnie całej dyscypliny), utknęliśmy w torfie i w glinie jednocześnie! 
Mamy dopiero połowę marca, więc przed nami jeszcze prawie cały sezon. Ufamy, że przez ten cały czas, będziecie kibicować naszemu zakopywaniu i, przede wszystkim, wpłać datki. 
Piszę o tym wszystkim po to, by pokazać Wam, że sukces można osiągnąć praktycznie we wszystkim i to niezależnie od wieku. Potrzebna jest tylko wiara w siebie, odrobina talentu, konsekwencja i niepoddawanie się niepowodzeniom. Przy okazji chciałem serdecznie podziękować wszystkim członkom naszego team`u: traktorzystom, przygodnym wypychaczom, pomocnym kierowcom terenówek i pracownikom pomocy drogowych. Bez Was Kochani, nasze sukcesy byłyby po po prostu niemożliwe. 

PS. Firmy zainteresowane zamieszczeniem banerów reklamowych na naszym samochodzie i naszych ubraniach terenowych, prosimy o kontakt na adres mailowy zamieszczony na stronie: http://www.bing.com/
PS. Wiem, że żurawie już były, ale co zrobić, gdy jest wiosna i same wyłażą przed obiektyw? 

























Leaderboard