Wiosna, to tradycyjny czas zakopania. Nie, to nie jest błąd. Chodzi mi właśnie o ZAKOPANIE.
Naszą przygodę z profesjonalnym zakopywaniem się samochodem, zaczęliśmy stosunkowo niedawno, a nie - jak większość – w wieku określanym, jako juniorski. Szybko okazało się jednak, że mamy do tego szczególny talent, więc na pierwsze sukcesy (i, jak się później okazało, niestety także porażki) nie musieliśmy czekać zbyt długo.
Nasze, pierwsze, skuteczne zakopanie miało miejsce w 2014 r. w Dolinie Biebrzy, gdzie ugrzęźliśmy … dwieście metrów od wsi i dwadzieścia centymetrów od grobli, która wiedzie na grąd zwany Białym. Wyglądało to tak niewinnie i niedorzecznie, że mijający nas wieczorem ostatni ptasiarze i pierwsi kłusownicy, byli przekonani, że nic się nie wydarzyło, a my przystanęliśmy na chwilę na poboczu, by wchłonąć resztki przedwiosennego wieczoru. Tak, czy siak, to właśnie wtedy dotarło do nas, że z fotografią przyrodniczą może być różnie, ale w zakopywaniu się - możemy osiągnąć szczyty.
Niestety - jak to bywa w sporcie - po pierwszym, debiutanckim sukcesie nastąpiło tąpnięcie formy i na kolejne zakopanie musieliśmy zaczekać ponad pół roku. Było jednak warto, gdyż po wspomnianych, chudych miesiącach, nadeszły te tłuste. Wiosną 2015 roku wjechaliśmy w Dolinę i … od razu sukces! Niewinnie wyglądające koleiny w bagiennym lesie, pozwoliły nam odbudować się psychicznie i uwierzyć, że to jeszcze nie koniec naszej kariery. Potem było kilka pomniejszych osiągnięć na Warmii, choć to trochę inna odmiana uprawianej przez nas dyscypliny, gdyż nad Biebrzą startujemy zwykle w kategorii „TORF”, a tu, z braku takowego, – w kategorii „GLINA”. Muszę przyznać, że rok 2015, to był w ogóle szczególnie udany rok, gdyż dzięki naszemu uporowi, odpowiednio dobranemu kompletowi opon oraz huraganowi Ksawery, skompletowaliśmy tzw. „Wielkiego Szlema Zakopań”, czyli do torfu i gliny dorzuciliśmy śnieg, a wszystko to dzięki grudniowej wyprawie na żubry!
Rok 2016, miał być - co zgodnie twierdzili wszyscy eksperci - bezsprzecznie naszym rokiem, jednak nie do końca przemyślany zakup nowych opon oraz susza, spowodowały, że nadzieje okazały się płonnymi i choć w „GLINIE” cały czas plasowaliśmy się w ścisłej czołówce, ewidentnie zabrakło nam tego czegoś. No cóż. Koło fortuny zatrzymało się w niekorzystnym dla nas położeniu i ten rok zakończyliśmy tylko z jednym, a i to tylko częściowym wpakowaniem się w zaspę.
Taka fartowna sinusoida niejednego doprowadziłaby do pogłębionej frustracji lub nawet do zakończenia kariery. My jednak zawsze wierzyliśmy w swoją szczęśliwą, torfowo-gliniastą gwiazdę i ta wiara po raz kolejny zaprowadziła nas na najwyższe miejsce na podium. Trzy tygodnie temu pojechaliśmy na żurawie i … tak, zgadliście ! Zakopaliśmy się!!!! Mało tego! Po raz pierwszy w historii naszych startów (i prawdopodobnie całej dyscypliny), utknęliśmy w torfie i w glinie jednocześnie!
Mamy dopiero połowę marca, więc przed nami jeszcze prawie cały sezon. Ufamy, że przez ten cały czas, będziecie kibicować naszemu zakopywaniu i, przede wszystkim, wpłać datki.
Piszę o tym wszystkim po to, by pokazać Wam, że sukces można osiągnąć praktycznie we wszystkim i to niezależnie od wieku. Potrzebna jest tylko wiara w siebie, odrobina talentu, konsekwencja i niepoddawanie się niepowodzeniom. Przy okazji chciałem serdecznie podziękować wszystkim członkom naszego team`u: traktorzystom, przygodnym wypychaczom, pomocnym kierowcom terenówek i pracownikom pomocy drogowych. Bez Was Kochani, nasze sukcesy byłyby po po prostu niemożliwe. PS. Firmy zainteresowane zamieszczeniem banerów reklamowych na naszym samochodzie i naszych ubraniach terenowych, prosimy o kontakt na adres mailowy zamieszczony na stronie: http://www.bing.com/
PS. Wiem, że żurawie już były, ale co zrobić, gdy jest wiosna i same wyłażą przed obiektyw?
PS. Wiem, że żurawie już były, ale co zrobić, gdy jest wiosna i same wyłażą przed obiektyw?



























