Leaderboard
728x15
Showing posts with label cranes.. Show all posts
Showing posts with label cranes.. Show all posts

Rewolucja w świecie nauki.

Ostatnio ponownie zrobiło się głośno o tzw. Ministerstwie Środowiska, a to za sprawą sanitarnego odstrzału dzików-nosicieli w parkach narodowych i planowanym (po raz kolejny) zniesieniu moratorium na rujnujące gospodarkę i będące przyczyną prawie wszystkich, podlaskich kolizji drogowych - łosie.
To jednak nie koniec radosnej twórczości wspomnianego resortu. Kolejny pomysł dotyczy gatunku, który od niedawna zaczął pojawiać się w naszym kraju, czyli szakala złocistego. W lipcu tego roku, Ministerstwo przygotowało dwa projekty szakalich rozporządzeń, ale na próżno szukać w nich informacji o witaniu złocistego umajoną myszami i padliną bramą. Pierwszy dotyczy bowiem wpisania szakala na listę zwierząt łownych, drugi zaś doprecyzowuje terminy polowań. Co prawda początkowo ma obowiązywać moratorium na odstrzał, ale po pierwsze, niewiele to zmienia, gdyż wilkowaty dopiero stuka do naszych drzwi, a po drugie, zapytajcie łosie, jak działa takie coś. Najciekawsze w tym wszystkim jest jednak ministerialne uzasadnienie zaliczenia szakala do zwierząt łownych. Chodzi mianowicie o to, że obecność przybysza na liście pomoże „poznać biologię tego gatunku w Polsce”.
         Przyznam szczerze, że koncepcja użycia broni palnej w celu pośmiertnego poznania biologii jakiegokolwiek gatunku wprawiła mnie w zachwyt. Toż to prawdziwa rewolucja w nauce, godna Nobla, a przynajmniej Listu Gratulacyjnego Do Rodziców. Mam tylko nadzieję, że na przeszkodzie w realizacji tego ponadczasowego eksperymentu, nie staną znowu tzw. „przyrodnicy” skamlący coś na temat innych, mniej śmiercionośnych metod badawczych, jak chociażby analiza odchodów, czy telemetria. Ludzie! Bądźmy poważni! Mamy XXI wiek, więc grzebanie się w łajnie lub jakaś prymitywna obroża z nadajnikiem, to średniowiecze, zabobon i szeptunizm! Poza tym trzeba pamiętać, że taka obroża kosztuje od kilku do kilkunastu tysięcy, a pocisk śrutowy – tylko nieco ponad złotówkę! Jednym słowem, dwa E w jednym, czyli idealne wręcz połączenie ekologii i ekonomii!

         Mam nadzieję, że to tylko początek i w przyszłości pójdziemy jeszcze dalej, wpisując na listę zwierząt łownych wszystkie żywe organizmy zamieszkujące lub mające w planach zamieszkać nasz kraj, nie wyłączając drożdży (tych zdziczałych i tych, półoswojonych, które zasiedlają nasze spiżarnie, cukiernie i bimbrownie). Dzięki temu za jakiś czas będziemy dysponowali pełną wiedzą na temat biologii krajowych ssaków, ptaków, gadów, jednokomórkowców itp., czego nie będą mogli o sobie powiedzieć tacy np. Niemcy, czy inni - pożal się Światowidzie - Flamandowie! A, że wspomnianych i tak świetnie poznanych, zwierzaków już nie będzie? No cóż. Nie od dziś wiadomo, że - jak mawiał pewien austriacki etnograf - prawdziwa Nauka wymaga ofiar!
































Zima.



Tym razem krótko i chaotycznie.
W ostatnim poście napisałem o ptasich odlotach. Że smutno i pusto, ale że za kilka miesięcy powrócą, więc nie ma tego złego … itp. Miejmy nadzieje, że faktycznie powrócą, ale na razie większość odleciała, więc trzeba żyć z tym, co zostało i co się nowego pojawi.
Dziś rano przeczytałem, że na Kasprowym leży już pół metra śniegu. Co prawda nie jest to informacja, która mogłaby doprowadzić do ekstazy międzynarodową elitę meteorologów, ale pierwsze symptomy końca jesieni, już są. W każdym bądź razie mam nadzieję, że zima za pasem i liczę na to, że nie będzie, to jak zwykle, listopad z wydłużonym terminem przydatności do przeżycia. Innymi słowy, jak ma być zima, to oczekuję mrozu, śniegu, szronu, szadzi, gołoledzi i kry!
Wbrew pozorom zima (ta prawdziwa), to bardzo przyjemna pora roku, przynajmniej dla ludzi nietrudniących się zawodowo odśnieżaniem. Zachęcam zatem do porzucenia samobójczych myśli i ograniczenia potajemnego spożywania różnego autoramentu … herbat. Potraktujmy zimę, jak prawdziwy dar z Niebios i radujmy się, że nadchodzi.
Przede wszystkim pojawią się gatunki, których wiosną i latem próżno (lub trudno) u nas szukać. Część z nich przyleci na zimowisko, a część stanie się po prostu bardziej dostrzegalna. Element napływowy, to przede wszystkim jemiołuszki, śnieguły, myszołowy włochate itp., a na wybrzeżu lodówki, edredony, uhle i markaczki. Zimą ma miejsce również coś na kształt ptasiej wymiany międzynarodowej. Część naszych skrzydlatych (kwiczoły, droździki, gawrony, kawki itp.) przesunie się, co prawda na zachód lub na południe, ale w ich miejsce przylecą osobniki z Rosji i Skandynawii.
Zimą zdecydowanie łatwiej jest fotografować bobry, wydry i takie np. wąsatki. Zima, to także czas czatowania na drapieżniki, te skrzydlate i te mniej. To wreszcie okres, gdy dziki, które latem wyglądały tak, jakby pechowo wylądowały na zawodach w strzyżeniu owiec, pokryją się wreszcie elegancką szczeciną.
Zima to doskonała pora na przejrzenie i uporządkowanie archiwów, lekturę książek i publikac … no dobrze, starczy tego. Zima nie jest zła, ale znam lepsze pory roku (poza latem, ma się rozumieć). Trzeba ją po prostu przetrwać, zaobserwować i sfotografować co, i ile się da i jakoś doczekać do wiosny, a przynajmniej do czasu, gdy dzień znowu zacznie się wydłużać.
Tymczasem poniżej ostatnie, tegoroczne żurawie. Przysięgam, że naprawdę ostatnie!


















Sen z Sennika.


„Zachodzi słońce nad Wędzarnią krwawo

Słychać krzyk drobiu Więckowskiej nieświeży (…)”

Edmund Niziurski - Sposób na Alcybiadesa


       Noc z soboty na niedzielę (i nie tylko) spędziliśmy w czatowni. Wbrew pozorom nie była to kara za grzechy, efekt pomieszania zmysłów, czy też przegranego zakładu. Próbujemy po prostu sfotografować żurawie na noclegowisku i to jest niestety jedyny sposób, żeby tego wreszcie dokonać.
       Ten post nie jest jednak o noclegach w błocie, tylko o snach. Jak się zapewne domyślacie, znaczną część moich sennych majaków, zapełniają zwierzęta. Do niedawna nie przywiązywałem do tego żadnej wagi, ale ostatnio pomyślałem sobie, że może by tak jednak sprawdzić, co wieszczą tabuny pierzastych i futrzastych stworów przemieszczających się nocami po zakamarkach mojego mózgu.
        Żeby było jasne! Nie jestem typem człowieka, który każdą, życiową decyzję uzależnia od tego, co zawyrokuje Pani Stefa, czyli lokalna gwiazda tarota. Nie boję się przechodzić pod drabinami (szczerze mówiąc, rzadko miewam takie okazje), nie zmieniam trasy ze względu na czarnego kota i nie chwytam za guzik na widok każdego niedomytego faceta.
       Czymś innym jest jednak trzeźwy racjonalizm, a czymś jeszcze innym - zwykła, ludzka ciekawość. Zajrzałem zatem do kilku senników i … no właśnie! Okazało się bowiem, że występuje w nich cała masa interpretacji, ale co z tego, skoro większość z nich cechuje - łagodnie mówiąc - dość wysoki poziom ogólnikowości. Przykłady? Proszę bardzo! Śni mi się np. CZAJKA. Budzę się, sięgam po sennik i co w nim znajduję? Ano to, że: „pozwoliłeś sobie ostatnio na zbyt wiele swobody, postaraj się być bardziej wstrzemięźliwym, a dożyjesz sędziwego wieku”. Czyli co? Jak się zacznę wreszcie golić, odstawię likiery, to dociągnę do setki? Przepraszam, ale jakoś mnie to nie przekonuje!
       Weźmy teraz takiego SĘPA. Z lektury senników wynika, że gdy ścierwojad przeleci Wam przez głowę w fazie REM, oznacza to, ni mniej, ni więcej, że „wybitna osobowość interesuje się Twoją sytuacją i Twoimi osiągnięciami”. Czyli, jak rozumiem, gdy przyśni mi się taki np. sęp płowy (Gyps fulvus), to jest to znak, że nad moją sytuacją (cokolwiek by to miało oznaczać) pochylili się właśnie członkowie Tunezyjskiego Kwartetu na rzecz Dialogu Narodowego (Pokojowa Nagroda Nobla z 2015 r.), zaś moje osiągnięcia z wielkim zainteresowaniem śledzi sam Stephen Hawking?
       Podobnie rzecz ma się z sennymi ssakami. Część znaczeń  jest jeszcze w miarę zrozumiała, jak chociażby GRONOSTAJ(„czekają na Ciebie zaszczyty godne króla”) widziany pospołu z BORSUKIEM („sytuacja nie jest dla Ciebie dobra; będziesz ofiarą oszustwa”).  W tym akurat przypadku wiem, że oznacza to bycie (pod którymś z hipermarketów) tzw. Panem Kierownikiem. Wytłumaczcie mi jednak znaczenie śnienia np. takiego STADA KÓZ. Z jednej bowiem strony, gromadka tych sympatycznych zwierzaków w śnie, to znak, że „szybko wzrośnie Twój majątek”, z drugiej jednak - DOJENIE KÓZ, to „choroba w rodzinie”. Nie wiem, jak Wy, ale ja tu widzę pewną nielogiczność. No bo jak? Mieć kozy - dobrze, ale doić je, to już niedobrze? To skąd ma się niby wziąć ten majątek, skoro nie z kozich przetworów mlecznych! Koziny (o rytualnym uboju, sennik nie wspomina) nikt w Polsce przecież nie kupi, więc pozostaje chyba tylko hurtowy handel organicznym nawozem!
       Sami widzicie, że opisane przeze mnie senniki to, ewidentnie wielka ściema. Dlatego poszukuję czegoś bardziej godnego zaufania. Sekretnej publikacji, zawierającej sekretne konkrety, a nie jakieś tam wieloznaczne banialuki. Wbrew pozorom, nie wymagam wiele. Po prostu, jak mi się przyśni KSZYK, to chciałbym np. przeczytać, że: "kszyka śnić - konieczna wizyta u proktologa", a jak ŻURAW, to: "od października tanieją części do Skody". I tyle!













Leaderboard