Leaderboard
728x15
Showing posts with label dzięcioł czarny. Show all posts
Showing posts with label dzięcioł czarny. Show all posts

Dziuplaki. Cz. I.


Znowu będzie nieco o gniazdach, tyle tylko, że tym razem o jednym ich rodzaju, a mianowicie o dziuplach. To uniwersalne mieszkanie jest wytworem tylko jednej ptasiej rodziny, czyli dzięciołowatych. Co prawda zdarza się, że sikory ubogie i czarnogłowe coś tam sobie wydłubią w spróchniałym drewnie, ale jeżeli mówimy o porządnej, solidnej dziupli, przez duże DŹ, to tylko i wyłącznie dzięcioły!
Jak to w życiu bywa na pracy dzięciołów żeruje cała plejada innych gatunków: ptaków, zwanych dziuplakami oraz ssaków i owadów. Dziuplaki to sikory, pleszki, muchołówki żałobne, szpaki, kowaliki, kraski, gołębie siniaki, niektóre sowy, dudki i gągoły. Z pozostałych stworzeń z dziupli korzystają również wiewiórki, kuny, szerszenie, osy i pewnie cała masa innych squattersów.
Jak to się jednak dzieje, że taki dzięcioł bez problemu wykuwa dziuplę i jednocześnie nie ma chronicznego globusa? Gdzieś w nternecie przeczytałem, że dzięcioła nigdy nie boli głowa, bo … nie pije. To interesująca teoria, ale zajmę się nią, w którymś z kolejnych postów.
Dzięciołowy fenomen zawsze interesował naukowców. Analiza budowy anatomicznej głowy tego ptaka wykazała, że jest ona zbudowana nieco inaczej, aniżeli w przypadku innych gatunków. Daruję sobie dalsze opisywanie tej kwestii, gdyż myślę, że dobrze ilustruje to poniższy obrazek.


www.bing.com


          Budowa głowy, to nie jedyne wyjaśnienie kwestii braku chronicznych urazów mózgu u wykuwających dziuple w dębach i bukach, dzięciołów. Obliczono, że dziób ptaka uderza w drzewo z prędkością 7 m/s, przy częstotliwości 25 Hz, doznając przy tym przeciążeń rzędu 1000 g. To wręcz niewyobrażalna wartość, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że maksymalne przeciążenie, jakie może znieść wyszkolony pilot w trakcie katapultowania się z samolotu wynosi ... 25 g.
Tę kwestię wzięli pod lupę chińscy naukowcy z Dalian University of Technology. Przebadali ptaka za pomocą tomografu i doszli do dosyć ciekawych wniosków.



"Energy conversion in the woodpecker on succesive pecking and its role in anti-shock protection of the brain". Science China Technological Sciences. 2014.vol. 57


Okazało się bowiem, że cała ta potężna energia omija głowę i rozchodzi się po ptasim tułowiu. Do mózgu dociera zaledwie 0,3% jej mocy, która i tak rozprasza się w postaci ciepła. Wyniki tych badań, oprócz wartości poznawczych mogą mieć również charakter utylitarny (ok. 15% zgonów i niepełnosprawności to skutek uszkodzenia mózgu). Można wykorzystać je np. przy konstruowaniu hełmów, kasków budowlanych i motocyklowych. Niewykluczone, że  zainteresuje się nimi również przemysł samochodowy.
I powiedzcie sami, jak tu nie podziwiać potęgi przyrody? Stworzyliśmy potężną cywilizację, technologicznie sięgamy kosmosu, a jak przychodzi co do czego, to i tak zrzynamy od prostego dzięcioła.
















Poniższa dokfotka, to - mam nadzieję - zapowiedź kolejnego postu.




Migawki z terenu XV.



Ostatnio, po raz kolejny zastanawiałem się, co jest najważniejsze w uprawianiu zwierzęcej odmiany fotografii przyrodniczej? Co musi się stać, żeby powstało w miarę przyzwoite zdjęcie, będące odrobinę czymś więcej, niż tylko dokumentacyjnym układem pikseli?

Najłatwiej byłoby stwierdzić, że wszystko zależy od posiadanej wiedzy przyrodniczej, doświadczenia, wychodzonych terenogodzin, sprzętu itp. To wszystko prawda, ale nie do końca. Przecież podstawową wiedzę można przyswoić dość szybko, a doświadczenie zdobyć przebywając jak najczęściej w przyrodzie. Bądźmy szczerzy. Podchodzenie zwierzyny nie jest, aż tak trudne, jak usiłują nam wmawiać niektórzy fotografujący, a już na pewno nie trzeba parać się tym latami, ani tym bardziej urodzić się w rodzinie podlaskich kłusowników. Ktoś, kto zaczyna eksplorować teren, dosyć szybko zorientuje się, że wystarczy jako taka znajomość terenu, dobry wiatr i do takich np. jeleniowatych można zbliżyć się, bez problemu, nawet w stroju klauna. Tak było (wyłączywszy klaunie przebranie) z sarnami widocznymi na zdjęciach, czy z jeleniami z poprzednich postów. Fakt, trochę gorzej jest z ptakami. W odróżnieniu od ssaków, to przede wszystkim wzrokowcy i dlatego najczęściej konieczne są różnego rodzaju ukrycia, choćby nawet w postaci samochodu.

Skoro zatem nie tylko wiedza, doświadczenie i sprzęt, to co jeszcze? Myślę, że to jest po prostu mieszanina przypadku i szczęścia. Niedawno Paweł Figlant (tu mógłby być adres bloga, ale Paweł jest leniwy i ogranicza się do FB) opowiadał mi o ekipie z National Geographic, która przyjechała nad Biebrzę w celu sfilmowania wilków. Najlepsi na świecie fachowcy, wspomagani miejscowymi tropicielami, spędzili w terenie miesiąc, wykładali padlinę, objechali Dolinę sto razy i … figa z makiem. Nie dość, że nie zrobili filmu, to na dodatek nawet rzeczonych wilków nie widzieli. A tymczasem, co jakiś czas, na wspomnianym Facebook`u ktoś, często przypadkowy, te wilki pokazuje.

I dlatego właśnie fotografia przyrodnicza jest naszą największą pasją. Mamy wiedzę, doświadczenie i sprzęt, ale nigdy nie wiemy, co nas spotka, gdy wyruszamy w teren. Może wrócimy z kwitkiem, a może sfotografujemy coś szczególnego. I to jest właśnie najpiękniejsze. I niech już tak będzie zawsze!




















Leaderboard