Leaderboard
728x15
Showing posts with label rutting season. Show all posts
Showing posts with label rutting season. Show all posts

Rozstrzelane rykowisko.

       Wybaczcie, ale jeszcze raz wrócę do tematyki polowań i myśliwych. Jak już wielokrotnie pisałem, nie jest wrogiem samego łowiectwa podobnie, jak nic nie mam do wycinki drzew na, utworzonych w tym celu, plantacjach. Rozumiem, że w sytuacji, w której zawodzą wszystkie, inne metody, odstrzał redukcyjny jest koniecznością, związaną z zachowaniem części siedlisk, kondycji poszczególnych populacji itp. Zdaję sobie sprawę z faktu, że tam, gdzie np. chcemy utrzymać lub reintrodukować kuraki (cietrzewie, głuszce, kuropatwy) zmuszeni jesteśmy do redukcji ich naturalnych wrogów – lisów, borsuków, kun itp. 
       Ci z Was, którzy tu zaglądają, pamiętają zapewne nasze ubiegło- i tegoroczne posty, w których pokazywaliśmy jelenie. Nie jest to nasz główny, fotograficzny cel, rzadziej od innych chadzamy po lasach w ich poszukiwaniu, ale od czasu do czasu lubimy zajrzeć pod Olsztyn, gdzie udawało nam się coś sfotografować. Ot, taka bardzo przyjemna odmiana od pstrykania ptaków i widoczków.
O tym, że poruszamy się po terenie polowań (w tym dewizowych) wiedziałem, ale łudziłem się, że może tej jesieni będzie inaczej. Może tym razem nasi odpuszczą, a bogate nacje nie przyjadą, a jak już się pojawią, to może będą bardziej wstrzemięźliwi, może… 
Myśliwi się jednak pojawili i zaczęło się strzelanie, ale nie takie, jak w ubiegłym roku. Byli praktycznie codziennie i codziennie ubywało byków. Tych atrakcyjnych i tych mniej. Tych, których czaszki można zawiesić nad kominkiem i chwalić się swoim łowieckim sukcesem i tych mniej spektakularnych, ale za to tanich. Tyle tylko, że to nie jest sukces i to nie jest łowiectwo. To jest egzekucja.
Lubię oglądać dokumenty w National Geographic i Discovery, pokazujące ludzi, zamieszkujących zadupia Alaski, którym zdarza się zabijać zwierzęta, żeby przeżyć zimę. Nie po to, żeby zawiesić głowę trupa na ścianie, ale żeby jeść! I ja to szanuję. I uwierzcie mi, że gdybym był tam razem z nimi, to bez wahania pomógłbym im zastrzelić łosia, karibu, pardwę, czy cokolwiek innego i myślę, że to byłoby w porządku.
Polowania były, są i będą, ale polowania W CZASIE RYKOWISKA nie są w porządku i nie ważne kto strzela, nasi, czy ci zza granicy. Nie są w porządku i już! Rykowisko, to misterium. Słowo wyświechtane, jak ostatnia, bura szmata, ale oddające wszystko to, co o tej porze roku dzieje się w lesie. Kto był, słuchał i słyszał, ten wie o czym piszę.
Niestety w naszym, ulubionym miejscu jelenie już nie ryczą. I właśnie dlatego mam kilka pytań do myśliwych. Czy naprawdę macie jakąkolwiek satysfakcję strzelając z bliska do ogłupionych testosteronem zwierząt? Czy nie myślicie, że podprowadzając dewizowych myśliwych, stajecie się tubylcami, którzy za perkal i paciorki są w stanie zrobić wszystko? Jak się czujecie dzwoniąc do domu i mówiąc, że nie wrócicie na noc, bo Niemiec/Francuz/Belg, czy inny EuroPan strzelił i polewa wódkę przy ognisku? Co myślicie, wiedząc że zaczniecie polowanie dopiero wtedy, gdy dewizowcy nasycą się trofeami i opuszczą Wasz teren, zabierając najfajniejsze okazy? Pytania są oczywiście retoryczne i nie oczekuję na nie żadnych odpowiedzi. Mam tylko nadzieję, że jeżeli czyta to ktoś polujący, to przynajmniej się trochę nad tym wszystkim zastanowi.

PS. Te dwa byczki, to wszystko, co zostało z letniej chmary. Nie nadają się na ścianę, więc żyją. Na razie.









Żeby nie było tak ekstremalnie ponuro, przedstawiam LTzW, czyli Latające Trio z Warmii.



Krótki Miedzypost, czyli Przedrykowisko.


Tym razem zwięźle, jak na międzypost przystało. Ponieważ fotografią przyrodniczą zajmujemy się wyłącznie amatorsko i nie możemy poświęcić jej tyle czasu, ile byśmy chcieli, musimy rozważnie planować kolejne wyjścia w teren. Najczęściej naszą uwagę przykuwają tereny otwarte - łąki, rozlewiska i mokradła. Wynika to przede wszystkim z faktu, że możemy tam spotkać relatywnie najwięcej gatunków. Od czasu do czasu zaglądamy również do lasów. Co prawda, te ostatnie interesują nas w zdecydowanie mniejszym stopniu, ale jest pewien wyjątek, który powoduje, że rzucamy wszystko i ruszamy między drzewa. Zapewne domyśliliście się bez trudu, że chodzi o rykowisko. Ci z Was, którzy uczestniczyli w tym niesamowitym misterium, dokładnie wiedzą o czym piszę. Tym, którzy jeszcze tego nie dostąpili, napiszę krótko - zróbcie to tej jesieni! Co prawda  najciekawsza część rykowiska jest jeszcze przed nami, ale pierwsze symptomy tej perły w koronie jesieni, są już coraz bardziej widoczne.
W tym roku, tak jak w ubiegłym, postaramy się śledzić poczynania jeleni na Warmii, ale także poza nią. Mamy nadzieję, że pogoda dopisze, grzybiarze odejdą, rajski Paweł odnajdzie zaginiony, magiczny repelent, a byki napompują się testosteronem po same róże.

PS. Tym z was, którzy chcieliby posłuchać, jak ryczą warmińskie byki, chętnie podpowiemy, gdzie najłatwiej znaleźć je w okolicach Olsztyna.




Leaderboard