Leaderboard
728x15

Migawki z terenu XVIII.

Large Rectangle

No dobrze. Pobawiliśmy się trochę w Afrykę i starczy! Niech ktoś wreszcie wyłączy to ogrzewanie! Albo włączy największe wentylatory, jakie uda się znaleźć na rynku! Lub deszczownie! A może istnieje techniczna możliwość przyciągnięcia jakiegoś lodowca? Mamy przecież podobno jakieś okręty, które rdzewieją w tajnych portach wojennych, więc wreszcie mogłyby się na coś przydać. Szybki wypad na północ, takiż rzut harpunem w lód i z powrotem do kraju. Zacumowalibyśmy górę lodową gdzieś na Zalewie Wiślanym i temperatura ciupasem spadłaby o kilka stopni, a na dodatek w olsztyńskich klepach pojawiłaby się zdrowa i pożywna foczyna. Przepraszam, wiem że bredzę, ale 33 w cieniu, to nie mój habitat klimatyczny. Chociaż ta foczyna … No dobrze, jednak bredzę!
Ten weekend postanowiliśmy spędzić w lesie, naiwnie sądząc, że na takie upały nie ma nic lepszego, niż cień i leśny, orzeźwiający zefirek. To samo musiały pomyśleć chyba także strzyżaki, gdyż kiedy w piątek wieczorem zameldowaliśmy się pod Pasymiem, były już na miejscu wraz z liczną rodziną i kolegami z wojska. Bylibyśmy niemalże w komplecie, gdyby nie fakt, że zefirkowi coś wypadło i nie dojechał. No cóż. Taka równikowa karma. Nie było co prawda tak źle, jak pewnego wrześniowego popołudnia w nadbiebrzańskich lasach, ale za dobrze - też raczej nie. Chociaż z drugiej strony, jak tak się mocniej zastanowić, to jednak strzyżaki wyszły na tym spotkaniu zdecydowanie gorzej, niż my. Po naszej stronie może i byli ranni, ale zabitych – nie było.
Upał, strzyżaki, jakaś - nieznana nam - niższa forma życia biologicznego żyjąca w symbiozie z quadem, no i my. Jednym słowem, mało strawny konglomerat dla jeleniowatych i dzików. I pewnie dlatego te pierwsze i te drugie zaległy w czeluściach tzw. puszczy, gdyż potrzebowaliśmy i opisywanego wieczoru i następnego poranka, żeby pstryknąć to, co poniżej.
Swoją drogą, takie fotografowanie ma coś w sobie z bokserskiego klinczu. Z jednej strony spocony jak śp. szczurzynek, ledwie dyszący człowiek z aparatem, a z drugiej … tak samo dyszący i spocony jeleń. I jedno i drugie ma dosyć, więc stają na przeciw siebie w pełnej rezygnacji. Człowiek niby fotografuje, jeleniowaty niby pozuje, ale i jeden i drugi wiedzą, że to bez sensu i lepiej byłoby wypić zimne piwo w jakimś, przyjemnym dla ciała i umysłu, bajorku.
Nie wiem, jak jelenie, ale my wczoraj postanowiliśmy urzeczywistnić to, o czym napisałem. Spędziliśmy kilka godzin w leśnym jeziorze fotografując ważki (o tym w następnym poście), popływaliśmy, pogadaliśmy trochę z przygodnie spotkanym rowerzystą i wróciliśmy do Olsztyna tuż przed burzą.
Mam nadzieję, że jelenie postąpiły dokładnie tak samo i wkrótce z nowymi siłami, znowu spotkamy się w lesie. PS. Znowu jest gorąco!






















Banner