Leaderboard
728x15

Ciepłe kraje.

Large Rectangle
„A ja myślałam, że to maki, że ogniste lecą ptaki, a to ułani …”
Edmund Niziurski – Osobliwe przypadki Cymeona Maksymalnego

      Ten post, to trochę takie - rozłożone w czasie - pożegnanie się z rozlewiskiem i ptakami, choć te drugie będę pokazywał pewnie do pierwszych śniegów.
      Kiedy przeglądałem zrobione w tym roku zdjęcia, przyszła mi do głowy pewna myśl. Nie, żeby tam od razu głęboka. Ot taka, mniej więcej, półmetrowa (ale o tym na końcu postu).
    Jesień, to czas wędrówek. To czas przemieszczania się ptaków na zimowiska, na których pozostaną, aż do wczesnej wiosny. Także nasi rozlewiskowi kumple wybiorą się w drogę, która powiedzie ich do krain ciepła i obfitości, choć czasem także i do zguby. 
·  kaczki (nie wszystkie), perkozy i tracze polecą na zimowiska w zachodniej Europie i północnej Afryce.
·  czaple białe skierują się w stronę krajów Basenu Morza Śródziemnego i Czarnego, zaś siwe na południe Europy i do Środkowej Afryki. 
·  nasza jedyna, rodzima gęś, czyli gęgawa (na zdjęciach) ma do dyspozycji dwa szlaki. Atlantycki (przez Niemcy, Holandię i Francję) poprowadzi ją do Hiszpanii, zaś Śródziemnomorski (przez Czechy, Węgry, Słowenię i Włochy) na północ Afryki.
·  żuraw, podobnie jak gęgawa, wybiera dwa kierunki wędrówki. Szlakiem zachodnim kieruje się do Europy zachodniej i północnej Afryki, a południowym - na Bliski Wschód.
·  maluchy, czyli czajki, kszyki, kuliki wielkie, samotniki, kierują się na zachód i południe Europy lub na północne obszary Afryki.
      No dobrze, starczy tego. Afryka, Śródmorze i na dodatek jeszcze jakieś baseny. Wszystko to brzmi za bardzo skomplikowanie. Dlatego opracowałem innowacyjną teorię migracyjną, która jest dużo bardziej przystępna i moim zdaniem - za przeproszeniem - trzyma się kupy. Otóż według niej, ptaki odlatują po prostu do ciepłych krajów. Oczywiście nie lecą wszystkie w to samo miejsce, gdyż jest ich zbyt dużo i zwyczajnie byłoby im tam za ciasno. Natura rozwiązała jednak sprytnie ten problem. I tak, mniej zamożne ptaki lecą do Chorwacji i Bułgarii, te bogate, duże i kolorowe na Dominikanę i do Emiratów Arabskich, a te szare i niepozorne pod Elbląg. Oczywiście są również wyjątki. Jak zapewne pamiętacie, jaskółki i pliszki siwe nigdzie nie lecą, tylko zagrzebują się w mule i tam trwają do wiosny, zaś żurawie (o czym wspominałem już kilkukrotnie) lecą do Wyraju (a nie na żaden Bliski, czy Odległy Wschód!). Skomplikowane? A skądże! Wiarygodne? Jak najbardziej!
       Wracam teraz do, wspomnianej na początku, myśli. Otóż zacząłem się zastanawiać, co byłoby, gdyby ptaki jednak nie odlatywały. Wbrew pozorom, nie jest to niemożliwe. Zim (przynajmniej tych srogich) prawie już nie ma i wszystko wskazuje, że tak już będzie stale. Brak mrozu, to niezamarznięta woda, a niezamarznięta woda, to dostęp do pokarmu (roślinnego i częściowo zwierzęcego), więc po co tłuc te kilometry? Przykładem są łabędzie nieme, krzyżówki, łyski i kormorany, czyli gatunki, które kiedyś migrowały, a potem zmądrzały i już tego nie robią. 
      Przyjmijmy więc, że którejś jesieni ptaki postanowią jednak nie lecieć. I co dalej? No cóż. Zaczniemy fotografować gęsi, żurawie i kszyki przez cały rok, czyli teoretycznie - powinno być lepiej. Niby tak, ale ... chyba jednak wolę, żeby było, tak jak jest, bo wiem, że czegoś by mi brakowało. Może i zimą jest mniej ptasio, ale to przecież tylko 4 miesiące. Po tym czasie ciepłolubni zdrajcy zaczną powracać, a wtedy ponownie na niebie pojawią się klucze i rozlegnie się klangor i gęganie. A ja znowu, jak co roku, pomyślę, że warto było czekać.

PS. Zainteresowanych komplikowaniem sobie życia, odsyłam do publikacji pn. "Monitoring ptaków wodno-błotnych w okresie wędrówek"

















Banner