Było rykowisko, to teraz czas na bukowisko. Były jelenie, to teraz będą łosie i to nawet w dwóch postach (kolejny za czas jakiś).
Muszę przyznać, że łosie to zwierzęta wyjątkowe. Znam je od zawsze i od zawsze robią na mnie olbrzymie wrażenie. Polska to nie Afryka, więc nie ma tu zwierzaków o gabarytach słonia. Nasze ssaki, to – pod względem rozmiarów – zaledwie drugaliga. Ekstraklasa, to jedynie trzy gatunki: żubr, niedźwiedź brunatny i właśnie łoś. Niedźwiedzia nigdy nie widziałem na wolności i raczej nie będę go szukał. Żubry widziałem i nawet udało mi się je sfotografować. Tyle tylko, że dla mnie, to trochę takie półdzikie zwierzęta, które trzeba stale monitorować, a zimą dokarmiać. Z dzikich wielkozwierzów zostaje zatem tylko łoś. Kto widział to zwierzę na nadbiebrzańskich turzycowiskach, albo wśród rozległych, jesiennych brzezin, ten wie o czym piszę. Łoś jest wielki, choć nie tylko kubaturę mam na myśli. Łoś jest wielki, we wszystkich tego słowa znaczeniach!
Na świecie występuje 9 łosiowych podgatunków (5 w Eurazji i 4 w Ameryce Północnej). Wśród łosi europejskich dodatkowo wyodrębnia się trzy linie genetyczne: centralną (Polska i Białoruś), wschodnią i zachodnią (Norwegia, Szwecja i Finlandia). Co więcej, niektórzy naukowcy są zdania, że nasze, biebrzańskie łosie, to genetycznie odrębna populacja lub wręcz kolejny podgatunek (czyli taki unikat, jak występujący na Korsyce i na Sardynii - jeleń karłowaty).
To, że możemy dziś w Polsce obserwować łosie na wolności, to prawdziwy cud, gdyż II Wojnę Światową przetrwało zaledwie kilkanaście osobników (wszystkie w Dolinie Biebrzy). Na szczęście sytuacja zaczęła się poprawiać, gdy naszą, rodzimą populację wzbogaciły łosie, które przywędrowały z Obwodu Kaliningradzkiego oraz te introdukowane z Białorusi. Kolejny, zauważalny wzrost liczebności to lata 1952-1958, gdy objęto je ochroną gatunkową (do 1967 roku obowiązywał dodatkowo całoroczny zakaz polowań) i znowu zaczęło być dobrze.
W latach `80 i `90 ub. wieku, łosiowe koło fortuny zakręciło się po raz kolejny. Wzmożony odstrzał spowodował, że liczebność populacji skurczyła się do 1/4. Było już bardzo źle, ale na szczęście w 2001 r. na wniosek – trzeba to uczciwie przyznać – PZŁ, Minister Środowiska pochylił się nad tym nieszczęsnym zwierzakiem i, choć nie usunął go definitywnie z listy zwierząt łownych, wprowadził moratorium na jego odstrzał.
Wstrzymanie odstrzału zadziało, łosi zaczęło przybywać, więc koło ponownie ruszyło i ponownie powrócił temat pn. „strzelać, czy nie strzelać”. Za tym pierwszym optują przede wszystkim leśnicy oraz część naukowców, za tym drugim przyrodnicy i … paradoksalnie - myśliwi.
To fakt, łosi jest coraz więcej, ale wszystko to nie jest tak jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać, ani tak, jak chcieliby tego zwolennicy zniesienia moratorium. Po pierwsze - metodyka liczenia. Zdaniem większości przyrodników (i moim również, gdyż brałem udział w takich akcjach) sposób liczenia jest mało wiarygodny, a już na pewno jest obarczony tak dużym błędem (od 20 do 200% przy pędzeniach próbnych), że oficjalnie podawane liczby można częściowo włożyć między bajki. Po drugie. Owszem łosi przybyło, ale wyłącznie do linii Wisły. Za rzeką już nie jest, ani tak różowo, ani tak licznie. Po trzecie (to już nasze, subiektywne, terenowe obserwacje) - nie odbudowała się linia łopataczy (najchętniej w przeszłości strzelanych, bo wiadomo - trofeum). Wszystkie, obserwowane przez nas byki, to badylarze lub, w najlepszym przypadku, formy pośrednie (półłopatacze).
To fakt, łosi jest coraz więcej, ale wszystko to nie jest tak jednoznaczne, jak mogłoby się wydawać, ani tak, jak chcieliby tego zwolennicy zniesienia moratorium. Po pierwsze - metodyka liczenia. Zdaniem większości przyrodników (i moim również, gdyż brałem udział w takich akcjach) sposób liczenia jest mało wiarygodny, a już na pewno jest obarczony tak dużym błędem (od 20 do 200% przy pędzeniach próbnych), że oficjalnie podawane liczby można częściowo włożyć między bajki. Po drugie. Owszem łosi przybyło, ale wyłącznie do linii Wisły. Za rzeką już nie jest, ani tak różowo, ani tak licznie. Po trzecie (to już nasze, subiektywne, terenowe obserwacje) - nie odbudowała się linia łopataczy (najchętniej w przeszłości strzelanych, bo wiadomo - trofeum). Wszystkie, obserwowane przez nas byki, to badylarze lub, w najlepszym przypadku, formy pośrednie (półłopatacze).
Po czwarte wreszcie. Jak już wielokrotnie pisałem, nie jestem przeciwnikiem łowiectwa. Jestem jednak ZADEKLAROWANYM PRZECIWNIKIEMstrzelania do łosi. Niestety wiem, że cała ta sytuacja nie jest prosta. Nawet, umiarkowani w tej materii, Autorzy "Strategii ochrony i gospodarowania populacją łosia w Polsce" (którzy zaproponowali dwa warianty "ochrony i gospodarowania populacją łosia") odrzucają całkowite odstąpienie od odstrzału. Ich zdaniem konieczna jest przynajmniej częściowa redukcja liczby łosi, zwłaszcza tam, gdzie ich zagęszczenie jest szczególnie widoczne. Wyjątkiem mają być tereny chronione w postaci parków narodowych (szkoda, że bardzo enigmatycznie potraktowano kwestię otulin), rezerwatów przyrody oraz tzw. "stref ostojowych" w sąsiedztwie parków, gdzie polowania byłyby zakazane.
Zdaję sobie sprawę z faktu, że wzrastająca liczba łosi niepokoi leśników z uwagi na wyrządzane przez nie szkody w lasach. Wiem również, że rośnie liczba kolizji drogowych z udziałem tych zwierząt (choć akurat ten argument jest dla mnie debilny, bo wzrasta również liczba kolizji z ciężarówkami, drzewami itp.). Nie jestem naiwny i podejrzewam, że moratorium zostanie uchylone. Bardzo jednak chciałbym, żeby stało się to jak najpóźniej i żeby zostawiono łosie w spokoju, tak długo, jak jest to możliwe.
Zdaję sobie sprawę z faktu, że wzrastająca liczba łosi niepokoi leśników z uwagi na wyrządzane przez nie szkody w lasach. Wiem również, że rośnie liczba kolizji drogowych z udziałem tych zwierząt (choć akurat ten argument jest dla mnie debilny, bo wzrasta również liczba kolizji z ciężarówkami, drzewami itp.). Nie jestem naiwny i podejrzewam, że moratorium zostanie uchylone. Bardzo jednak chciałbym, żeby stało się to jak najpóźniej i żeby zostawiono łosie w spokoju, tak długo, jak jest to możliwe.


























