Leaderboard
728x15

Migawki z terenu XXI.

Large Rectangle
       No cóż. Muszę przyznać, że z aktualnością zdjęć, raczej u mnie nietęgo. Pobieliło pola - pokazywałem jesień. Powróciła jesień - pokazuję białe przestrzenie. Inaczej jednak nie umiem. Wiem tylko, że nie chcę prowadzić czegoś w rodzaju Kochanego Pamiętniczka, ani też opisywać swoich bohaterskich przygód na rozlicznych łonach Pani Przyrody (uprzejmie uprasza się o zaniechanie skojarzeń!). Nie chcę również zanurzyć się w odmęty poezji, gdyż - po pierwsze - nie umiem, a po drugie, gdy raz jeden pozwoliłem sobie na coś takiego http://bing.com/2015/09/jak-nie-zostaem-poeta.html, spadła na mnie zasłużona cegła krytyki. 
       Szukając własnej, internetowej drogi przez chwilę zastanawiałem się nad podkręceniem bloga za pomocą postów kulinarnych, ale szybko dałem sobie z tym spokój. Podawanie samych receptur, to przecież anachronizm, a gotowanie i jednoczesne fotografowanie kolejnych etapów tegoż, to udręka ponad moje siły. Pomyślcie sami. Wyjmuję z lodówki piękny kawałek, wyszorowanej uprzednio, wieprzowiny i kładę go na desce. Myję ręce, biorę aparat i pstrykam fotkę. Odkładam aparat i doprawiam mięso solą, pieprzem i ziołami. Myję ręce, biorę aparat i pstrykam fotkę. Odkładam aparat, wkładam wieprzowinę do naczynia żaroodpornego i artystycznie garniruję brukwią. Myję ręce, biorę ... i właśnie dlatego nie ma tu postów kulinarnych. 
       Nieco później wpadłem na pomysł poprowadzenia bloga literackiego. Tyle tylko, że żeby coś napisać, najpierw trzeba coś przeczytać. A to, po pierwsze - droga zabawa, bo taka książka kosztuje pewnie ze dwie dychy, po drugie - od czytania pulsują mi oczy, a po trzecie wreszcie - po pierwszym akapicie i tak zwykle zasypiam z nudów. Tak na marginesie, z postów filmowych zrezygnowałem, gdy dowiedziałem się, że policja zarekwirowała komputery 40 tysiącom, kochających kino, blogerów.
       Kiedy ostatnio wróciłem z Podlasia, pomyślałem, że może tak zacznę pisać posty podróżnicze? Polaków nie stać na wojaże, ale są chciwi wieści ze świata, więc czytelników mi nie zabraknie - kombinowałem. Niestety, kiedy sporządziłem listę naszych wypraw, wyszło mi, że jeździmy wyłącznie na wspomniane Podlasie, a poza tym byliśmy raz w Szczytnie, a i to tylko w tamtejszym Lidlu.
       Z żalem odrzuciłem także inne, pozornie niegłupie pomysły. Blog fitnessowy - bo trzeba się męczyć, albo kraść cudze zdjęcia z internetu, a blog majsterkowicza - bo trzeba mieć więcej narzędzi, niż jeden młotek i to na dodatek bez tej żelaznej części na końcu. Słodką myśl o blogu modowy porzuciłem po przejrzeniu swojej półeczki w szafie, blog wędkarski po negocjacyjnym fiasku w stoisku rybnym, zaś blog kolekcjonerski po stwierdzeniu faktu, że i owszem - mam z dziesięć długopisów, ale wszystkie są takie same. 
       W końcu na mojej liście marzeń pozostał już tylko blog poświęcony pasterstwu lub - opcjonalnie - pasożytom jelita grubego. Ponieważ jednak słabo znam się na jednym i drugim, z bolesnym poczuciem klęski odrzuciłem również te dwa, ostatnie pomysły. 
       Wszystko wskazuje zatem na to, że nie mam wyjścia. Zostaję przy tej głupiej przyrodzie, choć ciągle naiwnie wierzę, że jeszcze kiedyś zawojuję sieć nowym, genialnym pomysłem.
        













Banner