Leaderboard
728x15

oranżada Pepsi.

Large Rectangle
         Dawno temu pewien znajomy zrelacjonował mi dialog zasłyszany w wiejskim sklepie nad Narwią. Nie pamiętam go już tak dokładnie, ale w przybliżeniu wyglądało to mniej więcej tak:

Klient (K): Piwo masz?

Sprzedawczyni (S): Mam.

K: Daj!

K: Papierosy masz?

S: Mam.

K: Daj!

K: Chleb masz?

S: Mam.

K: Daj!

K: Mydło masz?

S: Mam.

K: Daj!

K: Kiełbasę masz?

S: Mam.

K: Daj itp.!

Żadnych nazw, marek. Niczego! Lista produktów niezbędnych do życia i koniec.

Druga historia, tym razem z Doliny Biebrzy. Drugi dzień Wielkanocy w dużej, gminnej wsi. Objeżdżamy ją w naiwnej nadziei na znalezienie otwartego sklepu. W obejściach, na uliczkach i na skwerku-biedaparczku nie ma żywego ducha, bo to i rano, i święta. Zrezygnowani postanawiamy opuścić miejscowość, poszukać jakiejś stacji benzynowej, a potem gęsich łąk. Na końcu wsi widzę jednak kobietę z kasą fiskalną w rękach, zbliżającą się do niewielkiego sklepiku z mydłem i powidłem. Okazuje się, że za chwilę będzie otwarte, więc będę mógł kupić papierosy i może coś jeszcze. Wchodzę do środka, przez sekundę zagapiam się na coś w kącie i … jestem dwudziesty w kolejce. Nie mam pojęcia skąd wzięli się nagle ci wszyscy ludzie, ale jestem przekonany, że zamiast załatwić sprawę w pięć minut, spędzę w tym sklepie wieki. I tu niespodzianka! Po sześciu minutach wychodzę z zakupami. Wszyscy przede mną dokładnie wiedzieli po co przyszli, a przyszli po niewiele i płacili gotówką. A dlaczego po sześciu minutach, a nie po pięciu? Wszystko przez tego przedostatniego w kolejce. Chciał kupić oranżadę i taką dostał. Tyle tylko, że on chciał oranżadę Pepsi, a nie oranżadę Oranżadę. I to właśnie kosztowało tę dodatkową minutę.

Pewnie pomyśleliście, że to wyjątkowo banalne historyjki, ale m.in. z powodu takich epizodów lubię jeździć nad Biebrzę. Bo Dolina to nie tylko przyroda, ale i ludzie.


















Banner