Tym razem zdjęć niewiele, bo widocznego na nich ptaka nie łatwo spotkać, a na dodatek nie lubi być fotografowany.
Kulik wielki, bo o nim to mowa, to ciekawa i jednocześnie tragiczna postać w ptasim wszechświecie. Nie będę pisał o samym ptaku, gdyż możecie znaleźć takie informacje w sieci. Zróbcie to jednak, jak najszybciej, gdyż za chwile może się okazać, że tego gatunku nie ma już w spisie rodzimej awifauny. W Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt, kulikowi przypisano bowiem kategorię VU (gatunki wysokiego ryzyka, narażone na wyginięcie), gdyż tempo spadku jego liczebności jest naprawdę niepokojące. W Polsce główne ostoje tego gatunku, to doliny Warty i Noteci, Równina Kurpiowska, Polesie Lubelskie i oczywiście Dolina Biebrzy.
Jak wynika z informacji zawartej na stronie www.bing.com w 2014 roku w Polsce stwierdzono występowanie 150-250 par kulików, co stanowiło 36% populacji z 2003 roku, kiedy rozpoczęto monitoring. W Dolinie Biebrzy tylko na przestrzeni jednego roku liczebność kulików zmalała z 70-100 par (w 2013 r.) do 30-65 par (2014 r.). Ten zatrważający regres wynika, jak zawsze, z kilku przyczyn, z których najważniejszą jest intensyfikacja rolnictwa. Kuliki, to co prawda, ptaki krajobrazu rolniczego, ale wyłącznie w jego ekstensywnej odmianie. Kiedyś, gdy pierwsze pokosy wykonywano po lęgach, ptaki jeszcze sobie jakoś radziły. Teraz jednak, gdy koszenie łąk zaczyna się już na początku maja (widzieliśmy to sami, podczas ostatniego pobytu) ptaki nie mają szans na odchowanie piskląt. W Dolinie Biebrzy wiąże się to z częściowo z opisywaną przeze mnie suszą, która powoduje, że rolnicy nie muszą czekać, aż opadnie woda.
Sytuacja byłaby całkowicie beznadziejna, gdyby nie program rolnośrodowiskowy, a przede wszystkim, wchodzące w jego skład, pakiety związane z „ochroną zagrożonych gatunków ptaków i siedlisk przyrodniczych, na i poza obszarami Natura 2000”. Rolnicy, którzy do niego przystępują, zobowiązują się m.in. do rozpoczęcia koszenia swoich łąk dopiero po 1 sierpnia. Na szczęście na znanych nam terenach kulikowych, większość właścicieli gruntów jest beneficjentami tego programu i przestrzega tego terminu. To jednak, w porównaniu do całej Doliny, relatywnie niewielki areał, więc przyszłość kulików jest w dalszym ciągu niepokojąco niepewna. Mam nadzieję, że ten największy, polski bekasowaty nie podzieli losu dropia, kobczyka czy siewki złotej, gdyż nadbiebrzańskie, wiosenne łąki byłyby o wiele uboższe bez jego charakterystycznego pogwizdywania.
Sytuacja byłaby całkowicie beznadziejna, gdyby nie program rolnośrodowiskowy, a przede wszystkim, wchodzące w jego skład, pakiety związane z „ochroną zagrożonych gatunków ptaków i siedlisk przyrodniczych, na i poza obszarami Natura 2000”. Rolnicy, którzy do niego przystępują, zobowiązują się m.in. do rozpoczęcia koszenia swoich łąk dopiero po 1 sierpnia. Na szczęście na znanych nam terenach kulikowych, większość właścicieli gruntów jest beneficjentami tego programu i przestrzega tego terminu. To jednak, w porównaniu do całej Doliny, relatywnie niewielki areał, więc przyszłość kulików jest w dalszym ciągu niepokojąco niepewna. Mam nadzieję, że ten największy, polski bekasowaty nie podzieli losu dropia, kobczyka czy siewki złotej, gdyż nadbiebrzańskie, wiosenne łąki byłyby o wiele uboższe bez jego charakterystycznego pogwizdywania.
Poniżej jeszcze jeden gatunek z kategorii VU - ostrygojad z Białego Grądu, sfotografowany w 2011 roku.















