Leaderboard
728x15

Kolor.

Large Rectangle

Ostatnio większość czasu spędzamy nad rozlewiskiem, ale powoli zaczynamy nasłuchiwać. Znaleźliśmy nowe, obiecujące miejsce (glosbagien.blogspot.com) i nawet pojawiliśmy się tam przed świtem, ale niestety mgła zrobiła dokładnie to samo. Trzy byki ryczały tuż obok, ale równie dobrze mógłby się tam odbywać MFSBCWOSP, czyli Międzygminny Festiwal Syren Bardzo Czerwonych Wozów Ochotniczych Straży Pożarnych, a i tak niczego byśmy nie zobaczyli.
         Ta, nieomal monochromatyczna mgła spowodowała, że któryś raz z rzędu, zacząłem się zastanawiać nad znaczeniem koloru w fotografii przyrodniczej. I jak zawsze, kiedy nachodzą mnie takie myśli, zajrzałem do albumów Włodzimierza Puchalskiego. Jeżeli ich nie znacie, to napiszę tylko, że wszystkie, poza jednym, są czarno-białe.
Kiedyś, gdy zaczynałem swoje amatorskie fotografowanie, brak koloru był czymś naturalnym. Pstrykało się na tym, co było i tyle. Nikt nie zastanawiał się nad tym, że przecież taka czajka składa się nie tylko z głowy, kadłuba i skrzydeł, ale także z barw. Fotografowaliśmy czerwcowe łąki, jesienne brzeziny, wschody i zachody słońca i to, co potem wyłaniało się z czeluści kuwety z wywoływaczem, było super, a przynajmniej tak nam się wtedy wydawało. Oczywiście istniały też slajdy, ale po pierwsze były drogie, a po drugie trzeba było wysyłać je do obróbki, gdzieś do wielkich miast. Ich oglądanie też nie było proste, gdyż trzeba było posiadać ramki, rzutnik i coś, co udawało ekran, czyli ścianę. Najgorsze (z dzisiejszej perspektywy) było jednak to, że gdy slajd firmy ORWO wyświetlił się już na tynku, kolory nawet nie udawały, że mają coś wspólnego z rzeczywistością
Potem pojawiła się fotografia cyfrowa i świat stanął na głowie. Problem tylko w tym, że kiedy Puchalski zaczynał swoją, długoletnią przygodę z fotografią nie było jeszcze pikseli, a nawet tych niemiecko-demokratycznych pseudoslajdów. Oczywiście istniała już wtedy fotografia kolorowa, ale w czasach Pana Włodzimierza była równie dostępna, jak dziś loty w kosmos, czyli raczej nie dla wszystkich.
Piszę o tym nie dlatego, że wrzesień wpływa na mnie refleksyjnie. Bo nie wpływa. Przynajmniej w Olsztynie. Napisałem to, bo zwyczajnie, po ludzku zrobiło mi się żal starych Mistrzów. Widzieli w przyrodzie to, co oglądamy my i to, czego my już pewnie nigdy nie zobaczymy. Potem, tak jak my, oglądali odbitki i pewnie byli zadowoleni. Podejrzewam jednak, że gdzieś, w głębi ich podświadomości, czaiło się poczucie niedosytu.
Kiedy wracam z terenu i oglądam zdjęcia na ekranie komputera, często zastanawiam się, czy lepiej wyglądałyby w kolorze, czy też, gdyby były czarno-białe. 
A Oni? A Oni nie mieli takiej możliwości.


















Banner