Leaderboard
728x15

Takie tam o turystyce.

Large Rectangle
       "Za bogactwo się płaci. Za dużo się płaci". 
Edmund Niziurski - Awantura w Niekłaju.

       Skrajnie spostrzegawczy Czytelnicy zauważyli zapewne, że tzw. Sylwester(a?) spędziliśmy na Podlasiu, a konkretnie w Dolinie Biebrzy. Niestety, pomimo zabożeń (w gwarze podlaskiej oznacza to coś więcej, niż solenne zapewnienie) meteorologicznych hochsztaplerów, tegoroczna zima ma się tak do tej prawdziwej, jak szpitalny kompot do świeżo wyciśniętego soku z czegokolwiek. Innymi słowy, do ideału temu czemuś daleko, ale skonsumować się da.
       Zima (nawet ta najpodlejszego sortu) to dobry czas na fotografowanie biebrzańskich łosi. O tej porze roku zwierzaki przechodzą z brzezin i wierzbowych chwastowisk do wyżej położonych fragmentów Doliny, co umożliwia ucapienie ich na wędrownych szlakach lub w, okalających Biebrzę, borach. W tym roku pojawił się jednak pewien problem. I o tym właśnie jest ten post.
       Tuż przed Wigilią zakupiłem, pierwszy, po latach przerwy, Przekrój. Numer to zacny, gdyż w sferze tak graficznej, jak i w tekstowej, nawiązuje do tych, wydawanych za panowania Imć Pana Redaktora Eilego (Raczkowski też jest!). I właśnie w tymże nowym/starym Przekroju natrafiłem na artykuł Pawła Cywińskiego traktujący o katastrofie turystycznej na Lofotach. Tekst to ze wszech miar godny polecenia, gdyż w prostych - choć niekoniecznie żołnierskich - słowach opisuje to, co może się wydarzyć, gdy tzw. turyści upodobają sobie nadmiernie jakiś skrawek Ziemi. Nie mam oczywiście zamiaru streszczać całego artykułu, gdyż ufnie zakładam, że albo go znacie, albo w sobotę o świcie popędzicie do kiosków. Generalnie chodzi o to, że cwani Norwegowie dogadali się z możnymi świata filmu, którzy to możni, za drobną opłatą, umieścili akcję animowanego filmu pn. „Kraina lodu” w lofotowskich sceneriach. I co? I oczywiście film odniósł sukces. Niestety, przyrodniczy efekt mariażu norweskiej przebiegłości i amerykańskiej kinematografii był zgoła odwrotny. Zgodnie z oczekiwaniami Lofociarzy, turyści nadciągnęli. Problem jednak w tym, że w liczbie, której tambylcy nie przewidzieli, a już na pewno nie przewidziała tego tamtejsza przyroda.
      Zostawmy teraz Norwegię i wróćmy na Podlasie. Od lat jeździmy tam zimową porą i zawsze wracamy ze zdjęciami. W tym roku również udało się nam pstryknąć kilka fotek, ale było to znacznie trudniejsze. Nie dlatego, że zwierzaki udoskonaliły sztukę kamuflażu, gdyż mając już pewne doświadczenie tak, czy siak je znajdziemy. Kłopot w tym, że w tym roku, z jakiegoś powodu, zwiększyła się liczba ludzi penetrujących ten teren. O ile do tej pory byli to zwykle miejscowi lub fotografujący, o tyle teraz w biebrzańskich lasach pojawiła się pokaźna grupa spacerowiczów. Na domiar złego, część z nich uzależniła się od towarzystwa psów, co niestety jest dopuszczalne na niektórych szlakach (pod warunkiem oczywiście, że zwierzę znajduje się na uwięzi i w kagańcu). 
      I to jest właśnie wspomniany na początku problem. Dolina Biebrzy staje się coraz bardziej popularna. Taka sytuacja nie jest jednak obojętna zwierzakom, co potwierdziły m.in. badania prowadzone na kozicach w Tatrzańskim PN. Latem, gdy w górach zaczyna być tłoczno, u zwierząt tych znacznie wzrasta poziom kortyzolu, czyli hormonu stresu, co to w skrajnych wypadkach może doprowadzić nawet do ich śmierci.
       Cała ta sytuacja przypomina klasyczne, błędne koło. Parki narodowe po części utrzymują się z turystów, którzy płacą, by oglądać parkowe cuda. Z drugiej jednak strony, ww. turyści powodują, że te cuda zaczynają wyciekać poza park, co w dłuższej perspektywie spowoduje, że przyjezdni po jakimś czasie przestaną go odwiedzać i płacić.
       I weź, bądź tu mądry człowieku. 
     
PS. Może ktoś z Was ma jakiś pomysł jak to wszystko rozwiązać? Zapraszam do dyskusji.
PS.2. Reszta łosi w następnym poście.
     















Banner