Wpadłem z tymi Gruzinami, jak - nie przymierzając - przysłowiowa śliwka w kompot na bazie śliwowicy. Tak to już jednak bywa, że czasem człowiek chlapnie coś w dobrej wierze, a Pani Przyroda owo chlapnięcie w świat poniesie. Oczywiście solennie obiecuję, że wkrótce sprawę wyjaśnię, ale uwierzcie mi, że to nic spektakularnego. Ot, taka szutka niewinna, choć kwestia - w kontekście, której owa szutka zaistniała - już taką niewinną nie jest!
W tym poście miały być żurawie (będą w następnym), ale nie może być przecież tak, że dwa gatunki zawłaszczą całą wiosnę. Marzec, to przecież nie tylko gęsi i wspomniane klangorowate. To także inne, tak często nieludzko pomijane w sieciowych mediach - zwierzęta.
Tyle tylko, że nie o tym jest ten post.
Jak się tak najgłębiej zastanowić, to w przypadku fotografii przyrodniczej, wszyscy sfotografowali już wszystko. Wyjątkiem są, być może, organizmy żyjące gdzieś w czeluściach Rowu Mariańskiego, ale i w tym przypadku głowy bym nie dał, że jakiś na wpół oszalały trylioner, nie sfinansował już takiej ekspedycji i fajne foty ekstremalnie przydennych stworów, posiada. Poza jednak tego typu przypadkami, uzbrojony w aparat i chwytne kciuki Homo Sapiens dopadł już - czy nam się to podoba, czy nie - prawie każde, żyjące na Ziemi stworzenie.
Czy sfotografowanie wszystkiego oznacza zatem koniec fotografii przyrodniczej? No cóż. Raczej nie sądzę, że w sytuacji, gdy ten ponury fakt, dotrze wreszcie do zbiorowej świadomości fotografów przyrody, wszyscy oni porzucą sprzęt i popełnią zbiorowe samobójstwo lub - co gorsza - wyjadą do Warszawy. Myślę tylko, że definitywnie zakończy się era fotografowania samych zwierzaków, a rozwinie - fotografowanie wyjątkowych i ekstremalnych sytuacji.
Weźmy takiego jelenia. Ma go w swoim archiwum zdecydowana większość fotografujących przyrodę, czyli kiepsko. Ale wystarczy pstryknąć fotkę kolorystycznie zdeformowanego przedstawiciela płowych na tle dorodnej biedronki-endemitki z lasku pod Białymstokiem i już jest lepiej.
Kogo dziś interesują fotografie kruków? Nikogo. Można temu jednak zaradzić w bardzo prosty sposób. Wystarczy, by na zdjęciach rzeczone kruki wcinały coś, co przed śmiercią figurowało w Polskiej Czerwonej Księdze w kategorii EXP lub w ostateczności - CR i już ludziska rzucają się do lajkowania.
Podobnie będzie z każdym innym zwierzakiem. Łoś o zachodzie słońca na turzycowisku? Nuda, nuda i jeszcze raz nuda! Łoś o zachodzie słońca na płonącym turzycowisku? O! To nawet fajne!
Kogo dziś interesują fotografie kruków? Nikogo. Można temu jednak zaradzić w bardzo prosty sposób. Wystarczy, by na zdjęciach rzeczone kruki wcinały coś, co przed śmiercią figurowało w Polskiej Czerwonej Księdze w kategorii EXP lub w ostateczności - CR i już ludziska rzucają się do lajkowania.
Podobnie będzie z każdym innym zwierzakiem. Łoś o zachodzie słońca na turzycowisku? Nuda, nuda i jeszcze raz nuda! Łoś o zachodzie słońca na płonącym turzycowisku? O! To nawet fajne!
Mam tylko nadzieję, że wszystko to nie pójdzie jeszcze dalej i nie doczekam czasów, w których na wystawy fotografii przyrodniczej będą wpuszczani wyłącznie dorośli, a i to tylko ci o wyjątkowo mocnych nerwach.
PS. Poniżej wiosenne dokfotki nieptaków i ptaków.













