Leaderboard
728x15

Konkurs.

Large Rectangle
Praktycznie poza dwoma przypadkami nie startowałem i nie startuję w konkursach fotograficznych. Powodem jest zwykle brak rozeznania w konkursowym półświatku lub notoryczne przegapianie wszystkich możliwych terminów nadsyłania zdjęć. Co prawda każdej, sylwestrowej nocy składam sobie solenne przyrzeczenie, że ta sytuacja ulegnie wreszcie zmianie, ale zwykle następnego dnia kompletnie o tym nie pamiętam
Ostatni konkurs odbył się jakoś tak w pierwszej połowie lutego, choć nie wykluczam, że był to początek marca lub nawet koniec stycznia. Nieważne. Oczywiście przypomniałem sobie o tym fakcie jakieś dziesięć minut przed upływem terminu, więc nawet nie próbowałem powalczyć. Nie w tym jednak rzecz. Rzecz w tym, że pewien Ktoś zdjęcia wysłał i zaczęła się wesoła zabawa polegająca na wymianie korespondencji pomiędzy nim, a jednym z organizatorów. 
Otóż, jak wynikało z pierwszego maila, samo wysłanie zdjęć, to dla szacownego grona oceniaczy cudzej twórczości fotograficznej - zdecydowanie zbyt mało. Należało bowiem dodatkowo opisać, jak owe prace powstały. No cóż. Pan każe, więc Ktoś dołączył krótki opis w stylu "zdjęcie jelenia na warmińskim rykowisku - jesień 2016" i zadowolony ze spełnionego obowiązku usiadł wygodnie w fotelu w oczekiwaniu na werdykt. Stan ten nie trwał jednak przesadnie długo, gdyż po dwóch kwadransach pojawił się mail od organizatora z informacją, że dodany opis jest zdecydowanie zbyt lakoniczny. Szacowny dysponent nagród oczekiwałby mianowicie podania parametrów zdjęć oraz specyfikacji sprzętu. Nasz Ktoś zasiadł zatem do komputera i ubogacił swój opis pożądanymi szczegółami, po czym zadowolony, wstał od biureczka, ale tylko po to, aby zasiąść przy nim ponownie, gdyż na ekranie wykwitła kolejna korespondencja od konkursowego interlokutora. 
Z lektury najnowszego maila wynikało, że takie ogólniki, może i przeszłyby na jakimś - pożal się Boże - zakichanym World Press Phocie, ale nie u nich! Specyfikacja sprzętu nie oznacza bowiem, li tylko, podania marki i modelu aparatu oraz obiektywu, ale wszystkiego (!), co towarzyszyło tworzeniu fotki, czyli statywu, monopodu, głowic, filtrów, wężyków itd. itd. Nasz ciągle cierpliwy, acz lekko już poirytowany Ktoś po raz kolejny siadł na komputerowym zydelku, cierpliwie powypisywał wszystkie te - jakże niezbędne w ocenie zdjęcia - informacje, po czym wyczerpany padł na łóżko i zasnął.
Następny dzień przywitał Ktosia nieskazitelnym nieboskłonem, pastelowymi kolorami brzasku, odgłosami uwodzących się przedwcześnie sikor oraz, a jakże ... mailem. Z nocnego lub wczesnoporannego listu wynikało, że w zasadzie wszystko jest OK, ale ... gdzie na Boga jest opis ciuchów, w które odziany był Ktoś w chwili, gdy utrwalał na matrycy zwierzaki widoczne na wysłanych zdjęciach?! Gdzie specyfikacja czatowni?! Poza tym osobnik po drugiej stronie internetu, poinformował Ktosia, że miło byłoby gdyby przestał się lenić i napisał kilka zdań na temat samych obiektów, a dokładnie ich biologii i statusu ochronnego! Tu kończy się ta opowieść, gdyż nie wiedzieć czemu, Ktoś w ułamku sekundy przeszedł ze stanu irytacji w stan zwany przez psychologów wkur... nadzłością i konkurs porzucił.
Wszystko to byłoby może i zabawne, gdyby nie fakt, że to - lekko tylko podkolorowana - prawda. Z drugiej strony, jak już wspomniałem, trochę tego Ktosia nie rozumiem. Pytali o PIN-y, fason bielizny i przebyte choroby z gatunku wstydliwych? Nie pytali! Więc może nie warto było się obrażać, tylko poświęcić konkursowi jeszcze kilkanaście roboczogodzin i kto wie? Może daliby jakieś wyróżnienie?






















Banner