„ … a zwłaszcza roli, jaką odegrali w czasach Wielkich Odkryć Geograficznych”.
Tak zakończył się ostatni post, po którym miał być ten świąteczny i ten noworoczny i w ogóle miało się dziać. Niestety, mieszkaniowe zamieszanie i niespodziewana niedyspozycja wątpi spowodowały, że wszystkie blogerskie plany legły w gruzach. Nie opublikowałem postów, nie zjadłem postnych potraw i nie przeprowadziłem pogłębionych badań nad odkrywczymi dokonaniami Podlaskich Zdobywców Nowych Ziem, a potem …
… a potem wyjechałem na Podlasie, gdzie poprzysiągłem sobie, że opisywana powyżej sytuacja nigdy więcej się już nie powtórzy. Żeby przysięga miała moc, czyli – jak mawiają na wschodzie - kopa, przez kilka wieczorów spożywałem specjalny eliksir, którego receptury nie mogę Wam jednak zdradzić, gdyż nie chcę żeby szeptunkowe ultraski zrobiły mi niezapowiedziany wjazd na chatę.
I to by było na tyle. W niedzielę blog wraca na stałe, utarte szlaki. Choć Dolina przedziwnie opustoszała, coś tam udało nam się pstryknąć. Najważniejsze jednak, że spotkaliśmy starych znajomych, poznaliśmy nowych i odkryliśmy nieznane nam (a przynajmniej mi) blogi.
PS. Przepraszam, że zalegam z komentarzami. Obiecuję, że jutro odpowiem na wszystkie i z olbrzymią przyjemnością zajrzę do zaprzyjaźnionych, gdyż ciekaw jestem okrutnie, co nowego wydarzyło się w Waszych blogerskich przestrzeniach.



































